środa, 16 października 2013

"Let the pain go away" - rozdział 1

 Hej, dawno mnie tu nie było. Dziś ode mnie znowu opowiadanie własne, ale tym razem będzie dłuższe. Teraz wrzucam tylko pierwszy rozdział :3 Myślę, że jak na razie jest bardzo zwyczajne i nie należy się po nim spodziewać żadnych rewelacji, a później zobaczymy jak to będzie...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   Po treningu jak zawsze wszyscy zawodnicy poszli do szatni. Emmett ściągnął swoją przepoconą koszulkę i wrzucił ją do szafki. Przegrzebał resztę rzeczy, wyciągnął biały, duży ręcznik i zarzucił go sobie na szyję. Trzasnął drzwiczkami blado-niebieskiej szafki chcąc ruszyć w kierunku pryszniców, jednak zza drzwiczek wyłonił się znajomy mu chłopak. Miał brązowe włosy opadające swobodnie na  oczy tego samego koloru. Stał bokiem do niego, obrócony w kierunku swojej szafki czegoś w niej szukając. Miał na sobie jedynie ręcznik zawiązany wokół pasa. Emmett przystanął na chwilę przyglądając się jego pięknie wyrzeźbionym mięśniom brzucha i ramion. Figurę tę chłopak zawdzięczał codziennym ostrym treningom i diecie. Emmett zawsze podziwiał go za jego wytrwałość. On sam niestety nie mógł pochwalić się takimi mięśniami. Był wysoki i wysportowany, ale nie dorównywał starszemu koledze i wciąż był niższy o pół głowy. Niebieskie oczy Emmetta momentalnie zabłysły, gdy obiekt jego obserwacji obrócił głowę w jego stronę.
- O, cześć Emmett - odezwał się brązowowłosy.
- Hej Allen - odpowiedział blondyn.
- Odwaliłeś kawał dobrej roboty na dzisiejszym treningu. Widzę, że w wakacje się nie obijałeś i wciąż trzymasz formę - starszy o 2 lata chłopak uśmiechnął się z uznaniem i poczochrał młodszego po jego blond włosach.
- Dzięki, ty też - Emmett odwzajemnił uśmiech. Poczuł się dumny z siebie, jak zawsze zresztą, gdy chwalił go Allen. W końcu był kapitanem drużyny. Obydwaj byli ze sobą w dobrych stosunkach, prawie jak bracia, mimo, że znali się tylko z co tygodniowych treningów.
- To co? Idziesz pod prysznic? - spytał Allen. Emmett kiwnął głową.
   Obaj chłopcy weszli do osobnych kabin obok siebie. Emmett odkręcił wodę i przymknął oczy, gdy ta leciała mu na głowę mocząc posklejane potem kosmyki jasnych włosów. Zimny prysznic to dokładnie to, czego potrzebował po treningu. Szum wody sączącej się z prysznica zawsze go uspokajał i odprężał. Relaksacyjną ciszę przerwał jednak głos z kabiny obok.
- I jak tam w nowej szkole? Liceum to już nie przelewki - zaśmiał się Allen i nie czekając na odpowiedź kontynuował - Pamiętasz jak przed wakacjami wspominałem ci o moim młodszym bracie? No więc dostał się do tej samej szkoły co ty, a możliwe, że nawet będziesz z nim w klasie. Dlatego mam do ciebie prośbę...
   Emmett stał i słuchał uważnie co mówił Allen zza ściany obok.
- Pewnie wiesz już, że niestety nie jest on zbytnio towarzyski, mówiłem ci. Myślę, że może mieć problem, żeby się odnaleźć w nowym miejscu, w końcu wcześniej chodził do prywatnej szkoły... Tym bardziej, że ominął go już pierwszy tydzień lekcji... - ton jego głosu posmutniał - Mógłbyś mieć na niego oko? I może pomógłbyś mu się zaaklimatyzować? Byłbym ci naprawdę wdzięczny. Alex to kochany chłopak, powinieneś go polubić.
- Jasne, nie ma problemu - Emmett uśmiechnął się pod nosem i zakręcił wodę. Allen wkrótce zrobił to samo.
- Dziękuję! Mój brat napewno to doceni. Cieszę się, że będzie miał kogoś znajomego w nowej szkole.

***

   W drodze do domu Emmett i Allen rozmawiali na temat wczorajszego meczu w tv, nowego roku szkolnego, a także o wakacyjnych przygodach. Mieszkali niedaleko siebie, dlatego zawsze po piątkowym treningu wracali razem.
- Jakie plany na weekend kapitanie? - spytał Emmett drwiąco. Nazywał go tak odkąd tylko trener mianował Allena na to stanowisko.
- Mówiłem ci, żebyś tak do mnie nie mówił! - zaśmiał się starszy chłopak - Pewnie wyjdę gdzieś ze znajomymi, spotkam się z dziewczyną czy coś, a ty?
- Ja w ten weekend chyba ponudzę się w domu. Już mi brakuje wakacji...
- Haha! Nie ma tak dobrze młody.
Dochodzili już do małego sklepiku, przy którym zazwyczaj się rozchodzili. Była dopiero godzina 18, ale jak to we wrześniu na dworze było ciemno prawie jak w środku nocy. Pogoda była znośna, wiał lekki wiatr, który kołysał drzewami w pobliskim parku. Mimo, że okolica była spokojna, raczej nikt nie chodził po ulicach sam wieczorami.
- Odprowadzić cię? - spytał starszy chłopak z troską w głosie. Był bardzo opiekuńczy jak na 18-latka, zarówno dla przyjaciół jak i dla swojego brata Alexa, o którego zawsze martwił się najbardziej. Ich rodzice dobrze ich wychowywali, jednak ostatnio nie mogli poświęcać im tak samo dużo czasu jak kiedyś, gdyż byli pochłonięci pracą. Dlatego też to Allen troszczył się teraz o Alexa. Może Emmett też budził w nim braterskie instynkty?
- Allen... Jestem dużym chłopcem, mam 16 lat, więc dam sobie radę - prychnął Emmett, ale już po chwili łagodny uśmiech wrócił na jego twarz. To miłe, że ktoś się o niego troszczy.
- Okej, tak tylko pytam. To do przyszłego tygodnia! - Allen machnął mu ręką na pożegnanie i powoli ruszył w kierunku swojego domu.
- Tak, do przyszłego! - odpowiedział blondyn.
- Aha, i dzięki jeszcze raz za mojego brata!
- Nie ma sprawy, chętnie go poznam.
- To dobrze. Trzymaj się!
- Ty też! - Emmett skinął brązowowłosemu na pożegnanie i również ruszył przed siebie.

   ***

   Tak jak mówił Allen, w poniedziałek w klasie 1B pojawił się nowy uczeń. Nie był zbyt wysoki, ale za to bardzo chudy. Miał ciemno brązowe włosy nieco zakrywające intensywnie zielone oczy. Wszedł cicho do klasy i usiadł w ostatniej ławce pod ścianą. Mało kto zwrócił na niego uwagę. Emmett chciał podejść i się przywitać, ale przeszkodziła mu w tym Lily - jego dziewczyna. Zatrzepotała czarnymi rzęsami i ucałowała swojego chłopaka na powitanie. Była naprawdę śliczna. Miała złote loki i brązowe oczy. Na policzkach widniały piegi i różowe rumieńce. Miała na sobie kwiecistą sukienkę (która swoją drogą idealnie podkreślała jej wąską talię) i biały sweterek.
- Ładna sukienka, ślicznie w niej wyglądasz Lily - Emmett uśmiechnął się promiennie i pocałował blondynkę w policzek.
- Prawda? - wyszczerzyła się Lily dumna z siebie, że jej nowa kreacja podoba się jej chłopakowi. Rozmawiali ze sobą jeszcze przez chwilę i zadzwonił dzwonek na lekcje, a do klasy wszedł nauczyciel od fizyki. Wszyscy grzecznie wrócili na swoje miejsca i wyjęli zeszyty.

***

   Podczas przerwy na lunch Emmett poszedł na stołówkę razem z Lily i stanął w kolejce po frytki.
- Chcesz coś? - spytał dziewczynę.
- Nie, ja mam dzisiaj sałatkę - uśmiechnęła się. Blondyn nic więcej nie mówiąc, wzruszył ramionami, wziął tackę z talerzem pełnym frytek i podszedł do kasy. Kiedy już zapłacił i kierował się do stolika znajomych, zauważył Alexa ze spuszczoną głową, siedzącego samemu przy stoliku pod oknem. Jadł jakąś kanapkę i zdawał się być nieobecny.
- Lily, idź beze mnie. Zaraz do was dołącze tylko muszę coś załatwić.
- Oki! - blondynka uśmiechnęła się słodko i pobiegła do przyjaciółek.
Emmett ruszył przed siebie w kierunku chłopaka. Podszedł do jego stolika i spytał:
- Hej, ty jesteś Alex, tak? - wyszczerzył się najmilej jak potrafił, jak gdyby podchodził do dziecka.
- Cześć - twarz chłopaka pozostawała spuszczona w kierunku blatu.
- Jestem Emmett - blondyn wyciągnął do niego rękę. Brązowowłosy obrócił głowę, a jego zielone oczy zabłysły jakby z podniecenia. Wciąż jednak wyglądał nieśmiało, a z jego twarzy nie można było nic więcej wyczytać. Powoli podał mu rękę.
- Ach! Mój brat sporo mi o tobie mówił - powiedział Alex cicho i bez pewności. Emmett zaniemówił na chwilę.
Widział go już kiedyś, gdy ten szedł z Allenem do sklepu. Dyskutowali o czymś, Allen był wyraźnie podenerwowany, więc nie chciał im przerywać i poszedł dalej. Z daleka jednak nie mógł uważnie mu się przyjrzeć. Teraz widział, że chłopak jest naprawdę... ładny. Po prostu. Nie był podobny do swojego brata, stanowił wręcz jego przeciwieństwo - był drobny i sprawiał wrażenie delikatnego. Miał nieco łagodniejsze rysy twarzy, ale dzięki temu był jeszcze bardziej przystojny.  Aż zdziwił się, że zielonooki nie był rozchwytywany wśród dziewczyn.
- Aaa, tak - blondyn wyrwał się z zamyślenia - Mogę się przysiąść?
- Pewnie - odpowiedział Alex znów spuszczając głowę.
- Podobno wcześniej chodziłeś do szkoły prywatnej? - spytał Emmett wkładając sobie frytkę do ust.
- Tak... - mruknął brązowowłosy pod nosem.
- A czemu tak nagle się przeniosłeś?
- Cóż... - Alex spojrzał na Emmetta spode łba - Mama mnie tam zapisała, bo twierdziła, że tak będzie dla mnie lepiej... Ale nie było. Miałem... różne problemy- zielonooki urwał chyba nie chcąc już nic więcej o tym mówić.
- Aha... - powiedział Emmett ciekawy jakie problemy miał Alex. Nie wypytywał go jednak, bo widział, że ten nie ma ochoty odpowiadać.
- Ale proszę nie mówmy już o tym. - dodał Alex szybko - Mógłbyś po lekcjach oprowadzić mnie trochę po szkole? Pewnie wiesz już mniej więcej gdzie co się znajduje.
- Okej, da się zrobić - uśmiechnął się blondyn.
   Po chwili zadzwonił dzwonek oznajmujący koniec długiej przerwy. Wszyscy zaczęli się zbierać. Emmett zobaczył wychodzących ze stołówki Jasona, Mike'a i Lily w towarzystwie jeszcze kilku osób z ich klasy. No tak, miał do nich dołączyć... Szybko dokończył jedzenie swoich frytek i oświadczył, że teraz mają lekcje matematyki. Wstał od stołu, a Alex ruszył za nim.
Wpadli do klasy w ostatniej chwili. Emmett zajął swoje miejsce obok Mike'a. Zignorował jego ciekawskie i nieco wrogie spojrzenie i wypakował swoje rzeczy. Alex powlókł się na koniec sali, by usiąść gdzieś w tylnych ławkach. Blondyn spojrzał na niego. Zaraz jednak odwrócił wzrok, bo na ławce leżał liścik.
- Gdzieś ty był? Miałeś z nami usiąść. - głosił papierek napisany przez Lily okrągłym, zgrabnym pismem. Emmett popatrzył w kierunku złotowłosej i posłał jej przepraszające spojrzenie. Ta pokręciła głową z politowaniem. Po chwili jednak uśmiechnęła się do niego i zajęła swoje miejsce.

***

   Po lekcjach Emmett zebrał swoje rzeczy i wyszedł z klasy. Zobaczył, że Alex już na niego czeka. Pożegnał się szybko z Lily pędzącą na swoje lekcje z tańca i pomachał jej, gdy szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Zatrzymali go jeszcze Mike i Jason.
- Heee idziesz z nami do Stevena? Podobno ma już to nowe rpg, które tak zapowiadali! - ekscytował się Jason.
- Sorry chłopaki mam dziś inne plany... Następnym razem. - odpowiedział Emmett. Mimo, że ton jego głosu na to wyglądał to jednak Emmettowi wcale nie było szkoda, że z nimi nie idzie. Nie miał dziś ochoty na granie i przekrzykiwanie się z kolegami.
- Okej, jak chcesz. - rzucił Mike i razem z Jasonem ruszyli korytarzem.
Alex stał z boku niczym widmo i przyglądał się całemu zajściu. Gdy już znajomi Emmetta odeszli podszedł do niego.
- Jeśli chcesz możesz z nimi iść. Nie musisz przecież ze mną zostawać, sam mogę się rozejrzeć po szkole - powiedział brązowowłosy spodziewając się, że Emmett zaraz pobiegnie za znajomymi. Tak się jednak nie stało.
- No co ty. Przecież ci obiecałem co nie? - blondyn uśmiechnął się w taki sposób, że Alex poczuł się nieswojo - Po za tym nie chce mi się dzisiaj z nimi grać. Znasz wogóle kogoś z klasy oprócz mnie?
- Nie... - odpowiedział Alex smutno, wciąż zdziwiony zachowaniem nowego kolegi.
- Tak myślałem - zaśmiał się blondyn - no to ci goście, z którymi gadałem to Mike i Jason.
- Aha. A ta blondynka w sukience w kwiatki? - spytał Alex wyraźnie zaciekawiony.
- To Lily, moja dziewczyna.
- No tak. Mogłem się domyśleć - na jego twarzy pojawiło się coś pomiędzy uśmiechem a rozczarowaniem.
- Ale nie martw się, w naszej klasie jest też dużo innych fajnych dziewczyn - Emmett puścił mu oko.
- Nie wątpię - Alex uśmiechnął się, zaraz jednak jego twarz przybrała nieco smutniejszy wyraz.
- To co? Idziemy?
- Okej.

sobota, 5 października 2013

Tytuł...

A więc w końcu się zmobilizowałam żeby coś napisać, niestety na anorexię nie mam na razie weny, ale mam juz 3 gotowe sceny do których trzeba jeszcze coś napisać. Postaram się dodać 2 część anorexi 19 października ;D a na razie macie mega króciutką historyjkę, która jest serio dziwna, no ale trzeba tu coś w końcu wstawić ;>
Enjoy ^^ 

HARRY

~/Słyszę że ktoś chodzi po pokoju. To pewnie Ginny-myślę..
-Chodź kochanie-mówię, a ona kładzie się przy mnie. Przyciągam ją do siebie. Ręką głaskam jej miękkie włosy, które pchną inaczej niż zwykle, ale czy to ważne? Ważna jest teraz Ginny, jej oddech na moin policzku i jej ręce błądzące po moim ciele.
-Pansy...-słyszysz wypowiedziane cicho słowa, ale nie zwracasz na to uwagi bo po co Gin miała by wymawiać imię tej mopsiastej ślizgonki. Chwytam jej twarz w dłonie i całuję ją delikatnie w usta, które nie smakują jak JEJ usta, ale czy to ważne? Przyciągam ją do ciebie i łączę nasze ciała całą długością. Czy Ginny była aż taka długa? - zastanawiam się, ale po chwili stwierdzasz że to co zaczyna robić z twoją dolną wargą jest bardziej interesujące niż rozmyślanie. Ciekawe kiedy nauczyła się TAK całować? Jak jeszcze przed pójściem na imprezę całowałeś ją i jej usta były mniejsze i odrobinę bardziej miękkie, ale teraz to nie jest ważne. Gładzę ją ręką po plecach, które nie mają kształtu jej pleców, ale kogo to obchodzi? Alkohol i zmęczenie przeszkadza mi racjonalnie myśleć, ale przecież to Ginny więc nie ma się o co martwić. Jeszcze raz przesuwam ręką po jej włosach i całuję ją po czym zasypiam./~

 DRACO

~/Salazarze, nigdy więcej nie pije! - wymruczałem pod nosem wchodząc do dormitorium. Ściągam czarne spodnie i koszule po czy spoglądam na łóżko, na którym leżały już jakąś osoba.
-Chodź kochanie-usłyszę nagle. Ale ona na chrypkę-przemyka mi przez myśl.- Pewnie na imprezie śpiewała razem z Milincentą piosenki Fatalnych Jędz i zdarła sobie gardło.
-Pansy...-mruczę w odpowiedzi i kładę się obok niej, ostatnio nie układało się mam najlepiej, ale ona i tak często przychodzi spać do mojego łóżka, a ja nie mam nic przeciwko. Pansy nagle chwyta moją twarz w swoje dłonie i już po chwili delikatnie mnie całuje. To dziwne – myślę - to mnie zawsze oddawała kontrolę, ale skoro dzisiaj chce być na górze to dlaczego nie? Uśmiecham się pod nosem, ale ona nie może tego zobaczyć w tych ciemnościach. Przyciąga mnie do siebie i dotyka całym ciałem. Ma trochę inny kształt niż zwykle, ba! Nie ma nawet piesi, ale nie zastanawiam się nad tym, bo jestem zbyt zajęty ssaniem jej dolnej wargi. Pansy jęczy i gładzi mnie po włosach, a kiedy kończę ona wtula się we mnie i zasypiacie od nadmiaru Ognistej./~

      ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Światło poranka powoli wpada przez okno do dormitorium. Na łóżku leżą dwie osoby przytulające się tak jakby świat miałby się zaraz skończyć. Czarnowłosy chłopak przeciąga się i powoli otwiera oczy. Sunie ręką po kołdrze i stoliku nocnym w poszukiwaniu okularów, a kiedy już je znajduje zakłada na nos. Jego nieprzytomny wzrok błądzi po pomieszczeniu.
-Co ja tu robie? - pyta sam siebie. Nagle jego oczy przykuwa osoba leżąca obok, która zdaje się że właśnie się obudziła, bo wierci się i wydaje dziwne, niezidentyfikowane dźwięki.
Harry powoli podnosi koc do góry i ze zdziwieniem natrafia wzrokiem na blond czuprynę.
Po chwili głowa drugiej osoby podnosi się i Harry zamiera ze zdziwienia patrząc w stalowo-szare oczy Malfoya. Źrenice blondyna rozszerzają, a twarz przybiera zdezorientyzowany wyraz, jednak już po chwili Malfoy przywołuje opanowaną maskę i lekko szyderczy uśmiech.
-No no Potter, nie sądziłem że aż tak bardzo chcesz przelecieć, że podstępnie zwabisz mnie tutaj kiedy będę pijany i siłą wykorzystasz.
-Wcale cię tu nie zwabiałem, a już tym bardziej nie wykorzystałem! -oburzył się Harry. - To ty mi się władowałeś do łóżka.
-Ale to ty mnie całowałeś i obmacywałeś -Harry zarumienił się i spuścił wzrok.
-Nie tylko ja to robiłem-zaperzył się Czarnowłosy. Teraz również policzki Dracona były czerwone niczym herb Gryffindoru.
Przez chwilę między chłopakami zaległa cisza, którą nagle przerwał Malfoy.
-W sumie to nie było tak źle... Na pewno lepiej niż z Pansy - stwierdził.
-Ekhmm... Faktycznie było lepiej niż  z Gin, nie masz piersi, a to plus, bo według mnie one przeszkadzają...-skwitował Harry.
-A więc może... kiedyś to powtórzymy? - zapytał Draco niepewnie.-Na przykład w sobotę? O 18 tu w Pokoju Życzeń?
-Będę zaszczycony mogąc znów się z tobą spotkać w takich okolicznościach - uśmiechnął się Potter. - To co wyczyniałeś wczoraj z moją wargą... Liczę na więcej.
-"Proście, a będzie wam dane" - zacytował Blondyn, po czym pochylił się nad Harrym i pocałował go lekko przygryzając jego wargę, Harry jęknął. Malfoy oderwał się od jego ust i wyciągnął do niego rękę.
-Jestem Draco. Mam nadzieję że nie odtracisz mnie i tym razem-powiedział z nadzieją.
-Jestem Harry, bardzo miło mi cię poznać-odpowiedział Harry z uśmiechem.


tak wiem że to jest poryte, no ale co mi tam ;P  komentujcie, bo to na prawdę bardzo mobilizuje do pisania ;>