poniedziałek, 2 września 2013

"Anorexia nervosa" - rozdział 1

Tak więc wrzucam pierwszy rozdział mojego drugiego opowiadania Drarry ;)  niedługo(nie wiem kiedy xD ) napiszę dalsze rozdziały. Mam nadzieje że się spodoba ;>  
Enjoy !


Rozdział 1

-Harry, zauważyłeś że Malfoya nie ma już od dłuższego czasu na lekcjach?
-Naprawdę? Jakoś nie zwróciłem na to uwagi, chociaż faktycznie, od dawna się z nim nie kłóciliśmy. Myślałem że to dlatego że nie ma Rona to zazwyczaj on zaczynał. Od kiedy wyjechał na wymianę czarodziejów, w szkole jest spokojniej.
-Masz rację Harry. A co do Malfoya to może pojechał do domu? Ostatnio marnie wyglądał... Teraz pewnie leży na kanapie i żąda dziwnych rzeczy od skrzatów. „Daglasie, przynieś mi krem na zmarszczki, muszę dbać o moją skórę” -powiedziała Hermiona doskonale udając arystokratyczny ton Ślizgona.
-Pewnie tak - po chwili Harry i Hermiona leżeli przed kominkiem na podłodze i śmiali się do rozpuku.
-Dobra koniec tych śmiechów-usłyszeli nagle głos Ginny- chodźmy na kolację.
-Ja nie jestem głodny, zjadłem dużo na obiad, idźcie same -powiedział Harry - pozatym muszę jeszcze napisać wypracowanie na transmutacje.
-Harry, przecież ty prawie nic nie zjadłeś na obiad - powiedziała Hermiona patrząc na niego uważnie.
-Jadłem, po prostu nie patrzyłaś na mnie - próbował tłumaczyć się chłopak - lećcie, bo za pół godziny kończy się kolacja.

***

-Harry! Jak możesz być tak głupi! Wcale nie jesteś gruby! Zacznij normalnie jeść, ROZUMIESZ?! Neville, powiedz temu idiocie, że nie jest gruby! I że powinien zacząć więcej jeść!
Neville przystanął na środku pokoju wspólnego i widząc pierwszorocznych wciskających się za kanapę i fotele, próbujących schować się przed gniewem Hermiony, zapragnął zniknąć.
-Neville? Neville! Halo?! Powiedz to mu!!!
-Dobrze już mówię, spokojnie Hermiono, straszysz dzieci.- Gryfon zachował spokojny głos mimo ze zdenerwowana Gryfonka definitywnie go przerażała, potem spojrzał na Harrego i powiedział: Harry, nie jesteś gruby, powiem więcej, jesteś bardzo chudy! Jeszcze trochę i wpadniesz w anoreksję - po czym oddalił się.
-Mówiłam? Mówiłam!? Nie tylko ja zauważam że jesteś chudy. Opanuj się! Dzisiaj zemdlałeś! DWA RAZY! Harry dwa razy, to nie są przelewki, twój organizm potrzebuje pożywienia!
-Dobrze to ujęłaś, MÓJ organizm. Więc chyba to JA wiem lepiej czego potrzebuje MOJE ciało, a na pewno nie potrzebuje twoich kazań! - Harry wściekły wybiegł z PW i poszedł do swojego dormitorium gdzie mocno trzasnął drzwiami. Zaryglował je zaklęciem i poszedł do łazienki przed lustro.
- Przecież ja jestem strasznie gruby! -powiedział do swojego odbicia - Hermiona tylko tak mówi, bo ona jest chuda! Nie mogę tyle jeść, muszę poćwiczyć! Mam już przecież 16 lat więc sam mogę decydować o tym ile i czy w ogóle jem. - podszedł do wagi i stanął na niej, 52.26kg. Nie jest źle tak jak kiedyś, ale nie jest też dobrze-powiedział sam sobie. Wyszedł z łazienki i w sypialni zaczął robić wszystkie znane sobie ćwiczenia. Od przysiadów i brzuszków do pompek i biegania w kółko.
Po ćwiczeniach wyszedł z pokoju i schodząc ze schodów zemdlał i spadł po stopniach. Zauważyła go jakaś mała dziewczynka i od razu pobiegła po Hermionę.

***

-Ty jesteś Hermiona, prawda? – zapytała Brązowowłosą.
-Tak Sharon- starsza dziewczyna uśmiechnęła się do małej. - Coś się stało?
-Harry, twój przyjaciel, przed chwilka widziałam jak on spadł ze schodów, wiec szybko po ciebie przybiegłam-powiedziała dziewczynka.
-Gdzie? – zapytała tylko Hermiona ze strachem w oczach.
-W Pokoju Wspólnym.
Kiedy Hermiona znalazła Harrego, nadal był nieprzytomny więc dziewczyna zabrała go do Skrzydła Szpitalnego.

***

W Skrzydle pani Pomfrey zbadała Harrego i stwierdzając niedożywienie postanowiła zacząć podawać mu jedzenie dożylnie, a kiedy się obudzi podać mu coś do zjedzenia .
-Jeżeli chcesz możesz z nim zostać, skarbie- powiedziała do Hermiony. Dziewczyna skinęła głową ale ewidentnie było widać że chce się o coś zapytać. - Coś jeszcze chcesz powiedzieć? - zapytała pielęgniarka
- Właściwie to tak. Bo ja myślę, że Harry ma anoreksję i czy to może mieć jakiś związek z tymi jego omdleniami?
-Omdlenia? Jak dużo razy zdarzyło mu się to już?
-Hmm... Zemdlał już 5 razy w ciągu tego tygodnia, a już od około 2 miesięcy prawie nie je!
-A wiesz może ile waży i jaki jest wysoki- zapytała znów.
-Ma 171cm wzrostu, a waży około 52kg.
-Hermiono, obawiam się że możesz mieć rację co do Harrego... Niestety nawet w naszym świecie nie ma metody na anoreksję. Można by rzucić na osobę chorą Imperiusa i zmusić ja do jedzenia, ale to jest nielegalne, nawet w takich przypadkach. Zresztą nawet gdyby to było legalne, nie zrobiłabym tego.
-Czyli trzeba go wysłać do mugolskiego szpitala? Na oddział psychiatryczny?!
-Chyba to będzie najrozsądniejsze rozwiązanie. Kilka osób z Hogwartu było już tam i większości się udało.
-WIĘKSZOŚCI?! Ale... Ale Harry da sobie radę? Prawda?
-Oczywiście panno Granger, nie ma się co martwić. – Pielęgniarka uśmiechnęła się do niej ciepło
Hermiona dalej była blada ale wyglądała już spokojniej. Pocałowała Harrego w czoło i pochylając się nad nim powiedziała mu do ucha 'Dasz radę, Voldemorta załatwiłeś, więc i z anoreksją sobie poradzisz'.

-Zabierze pani go już teraz?

***

Kiedy Harry się obudził zauważył że znajduje się w nieznanym sobie pokoju.

- Gdzie ja do cholery jestem?-zastanawiał się przez chwilę, patrząc po gołej ścianie, prostej szafie w rogu, małej szafeczce przy łóżku i łóżku. Chłopak wstał z łóżka i podszedł do dzwi, ale okazały się one zamknięte. Podszedł więc do okna i zobaczył piękny park. Znajdował się na piętrze, co ocenił po odległości do ziemi. Drzewa nie miały już żadnych liści, ale pod nimi leżało ich mnóstwo, czerwone, żółte i  pomarańczowe plamki wyglądały przepięknie.  Po chwili usłyszał że ktoś otwiera drzwi, odwrócił się i chciał sięgać po różdżkę ale okazało się że nie ma jej w tylnej kieszeni jego jeansów. W drzwiach stała jakaś kobieta i uśmiechała się do niego.
-Cześć Harry-powiedziała- nazywam się Bethany i jestem pielęgniarką. Chodź, mam cię zabrać na badania kiedy tylko się obudzisz.
Harry chcąc, nie chcąc wstał i poszedł za nią.
Kiedy wyszedł na korytarz zauważył że jest on długi, a ściany sa w kolorze jasnej zieleni z białymi motywami. Co kilka metrów znajdowały się drzwi takie same jak te z których przed chwilą wyszli. Na ścianach wisiało kilka tablic korkowych i obrazków. Podłoga była wyłożona niebieską wykładziną, wokół białych drzwi było czarne obramowanie. Okna, umiejscowione po obu końcach korytarza, miały białe firanki, na parapetach stały niebieskie i białe kwiatki w plastikowych doniczkach.
-Chodź za mną Harry, doktor Frank pewnie już czeka-powiedziała Bethany.
Zeszli razem ze schodów, które były oczywiście nieskazitenie białe i miały piękną błękitną poręcz.
Na dole Harry zobaczył recepcje, a za nią szklane drzwi. Na dworze było jasno i wyglądało na to, że jest ciepło. W tym momencie chłopak zapragnął znaleźć się na błoniach Hogwartu razem z przyjaciółmi; wiecznie zaczytaną Hermioną, rozgadanym Ronem, zabawną Ginny, niezdarnym Nevillem i zamyśloną Luną. Po chwili marzeń wrócił do rzeczywistości i zaczął się zastanawiać gdzie on w ogóle jest.
-Bethy, a tak właściwie to gdzie ja jestem?- Zapytał, uważnie obserwując kobietę.
- W szpitalu Warringtona w Londynie na oddziale psychiatrycznym.
-Cooo?! Dlaczego się tu znalazłem? Przecież nie jestem świrem!-krzyknął chłopak.
-Harry, masz anoreksję, pozatym to nieładnie tak mówić-upomniała go pielęgniarka patrząc na niego surowo.
-Przepraszam-rzekł Czarnowłosy i spuścił wzrok ze skruchą.
Szli w ciszy, lecz po chwili Bethy wskazała ręką podwójne szkane drzwi -Tam jest stołówka, śniadanie jest od 8 do 9, drugie śniadanie między 11 a 12, obiad o 15 i kolacja od 19 do 20. Tam na końcu korytarza - wskazała ręką- jest sala w której będziesz miał zajęcia ze swoją grupą, są one codziennie w różnych godzinach, w zależności od waszej terapeutki. Już zaraz dojdziemy do gabinetu.
Pielęgniarka podeszła do białych drzwi i otworzyła je po czym zaprosiła go gestem do środka.
W środku był stary lekarz i uśmiechnięta lekarka
- Dzień dobry Harry, jestem Frank, A to Sarah-powiedział mężczyzna i razem z kobietą wstali- musimy cię zważyć i zmierzyć - wskazał ręką na szpitalną wagę stojącą w kącie - ale najpierw musisz się rozebrać do bielizny.
Czarnowłosy podszedł wąskiej kozetki stojącej w pobliżu wagi i ściągnął ubranie. Stanął na wadze, a Frank odczytał wskazanie, 50.16, ha! Harry wiedział że jego waga była popsuta, ważył mniej niż tam, i zapisał je na jakiejś karcie. - A teraz podejdź tu Sarah cię zmierzy.
Harry posłusznie podreptał w stronę lekarki.
-Stań pod ścianą, o tutaj-wskazała mu miejsce gdzie na ścianie była miarka. -Masz 172cm wzrostu. A teraz pójdziesz do stołówki coś zejść, za godzinę będziesz miał zajęcia ze swoją grupą. Bethany zaprowadzi cię na stolowke i poczeka aż zjesz-oznajmiła.
Harry wyszedł z gabinetu, przed nim czekała już Bethy.
-Wolisz zjeść teraz makaron z sosem warzywnym czy risotto?
Harry zastanowił się chwilę w myślach podliczył kalorie i powiedział:
- A mogę nie jeść?
Pielęgniarka popatrzyła na niego surowo.
- Coś musisz zjeść, wiem że to może być trudne ale chociaż spróbuj-poprosiła.
-No to niech już będzie będzie ten makaron.
Weszli do pustej stołówki, Bethany poprosiła go, aby zajął miejsce po czym poszła do kuchni po jedzenie. - Proszę-powiedziała chwilę później stawiając przed nim ogromną porcję.
Harry ze zgrozą popatrzył na talerz i zapytał - muszę zjeść wszystko? Przecież to porcja dla słonia!
-Zjedz przynajmniej połowę-poprosiła pielęgniarka.
Harry zaczął bez przekonania grzebać w widelcem w talerzu, zjadł kilka kawałków warzyw i trzy makarony, a potem odsunął od siebie talerz.
-Już się najadłem-powiedział
-To nie była połowa, zjedz jeszcze trochę.
-Już nie mogę, wiesz ile tu jest kalorii? Tysiące!-Harry podniósł głos.
-No dobrze, jak na pierwszy raz nie było najgorzej, niektórzy wogóle odmawiali jedzenia czegokolwiek, ale pamiętaj, następnym razem będziesz siedział tak długo, aż zjesz wszystko - powiedziała twardo. - A teraz chodź, twoje zajęcia grupowe właśnie się zaczynają.
Po chwili podróży korytarzem weszli do okrągłej sali w której, po okręgu, ustawiono krzesła. Większość z nich była zajęta, Harry przesunął wyrokiem po twarzach obecnych i ze zdziwieniem, wśród nieznajomych, zauważył blond włosy Malfoya.
-Malfoy? Co ty tu robisz?
-Potter, zbierz szczękę z podłogi, bo wyglądasz okropnie. Pogadamy później. Siadaj.
Jak zwykle miał jakąś odpowiedź, cholera - pomyślał po czym z konsternacją opuścił brwi i usiadł obok dziewczyny z różowymi włosami. Zamknął usta i zaczął przeklinać Ślizgona w myślach. W sali było w sumie 14 osób, 15 razem z nim. Wszyscy wyglądali na mniej, więcej w jego wieku.
Różowowłosa, obok której usiadł, uśmiechnęła się do niego. Chłopak zauważył, że ma zabandażowane nadgarstki - A więc się tnie - pomyślał - co ja tu robię z kimś takim?
Nagle do sali weszła około 40letnia kobieta.
-Proszę wstać, sąd idzie!- zawołała dziewczyna obok niego i poderwała się z miejsca. Cała sala wybuchła śmiechem, nawet Malfoy i ofiara żartu uśmiechnęli się lekko.
-To ci się udało Olivio-kobieta uśmiechnęła się do Różowowłosej.-Rozprawę poprowadzi sędzia Johanna Smith. No dobra teraz na poważnie. Mamy nowego gościa, a więc trzeba się przedstawić. Wszyscy kolejno wstają, przedstawiają się i mówią dlaczego tu są. Harry, najpierw ty przedstaw się innym.
-Dobrze. Jestem Harry, nie wiem dlaczego tu jestem. Po prostu się tu obudziłem i tyle.
-Ok. Jestem Maggie, lubię książki i jestem tu bo mam bulimię. - niska, krótkowłosa i chorobliwie blada dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
-Hej Harry, ja jestem Paul lubię grać na perkusji, ale brałem dragi i teraz muszę tu siedzieć- brunet z słuchawkami na szyji uśmiechnął się kwaśno, i szturchnął chłopaka siedzącego obok.
- Jestem Josh i mam schizę... Ogarniasz? Trzęsące się ręce itp. – chłopak puściło do niego oko i również uśmiechnął się, był całkiem przystojny. Niebieskie oczy i ładnie ścięte brązowe włosy, a do tego powalający uśmiech. Harry odpowiedział uśmiechem na uśmiech. Gryfon już w 4 klasie odkrył że jest gejem, podczas roku szkolnego i turnieju podkochiwał się nawet w Cedricu. Ale potem musiał pokonać Voldemorta i kiedy to już się skończyło nie myślał o żadnym związku. Ale teraz, czemu nie? -zapytał sam siebie. I myślami wrócił do sali.
- Dorothe, anoreksja. - powiedziała nieprzyjaźnie wysoka, brązowowłosa dziewczyna, patrząc na niego spode łba. Była niewiarywgodnie chuda i Harry dziwił się że ma jeszcze siłę chodzić, bo wyglądała na bardzo słabą.
-Clarissa, anorektyczka-bardzo chuda dziewczyna pomachała do niego. Chłopak popatrzył na jej rękę którą wyglądała na tak kruchą i chudą, jakby była z papieru.
-Draco, także anoreksja powiedział Malfoy, oczy Harrego spojrzały w stalowo-szare tęczówki czarodzieja i ujrzały w nich seksowne iskierki. Te oczy były zdecydowanie ładniejsze niż te Josha...- ta myśl wyrwała się Harryemu bez jego wiedzy i kiedy tylko rozbrzmiała, przeraziła chłopaka z oczami koloru Avady. Skąd mu przyszła do głowy TAKA myśl? W oczach Malfoya nie było nic cudownego, bo to był Draco pieprzony Malfoy. I co to za iskierki w oczach Fretki? Może on też uważa że oczy Harrego są ładne? STOP! Co się działo z Harrym? To był po prostu błysk w oku, żadne iskierki a tym bardziej nie seksowne.  Koniec myślenia o tym Ślizgonie.
-... Mickey... Bulimia...-do Harrego dolatywały tylko pojedyncze słowa bo dalej spoglądał w hipnotyzujące oczy Blondyna.
- Jestem David mam zaburzenia rzeczywistości- odezwał się kolejny wysoki i przystojny chłopak w niebieskiej koszulce, która doskonale uwidaczniała jego mięśnie.
- Stacy- niska, niepozorna dziewczyna podniosła ręce w górę pokazując mu nadgarstki - cały czas próbuje.
- Hayleen, heroina i samookaleczanie - blondynka, z szarą twarzą i cieniami pod oczami uśmiechnęła się do niego, jak prawie wszyscy. -Dlaczego oni wszyscy tu są? Wyglądają na niewiarygodnie miłych, co oni tu robią?-zastanawiał się Harry.
-Robert-chłopak skinął mu głową- anoreksja i bulimia-wyglądał jak wrak człowieka, szkielet i tyle.
-Sebastian
-Ally
-Najlepsze na koniec, nie?-powiedziała siedząca obok niego Różowowłosa. - Olivia, przy której nie można mieć ostrych przedmiotów- dziewczyna uśmiechnęła się do niego szeroko, a Gryfon od razu pomyślał że się zaprzyjaźnią i odwzajemnił uśmiech.
-Skoro to już wszyscy, ja jestem Johanna i jestem waszym wychowawcą. -Kobieta uśmiechnęła się do niego ciepło.

***

Kiedy terapia się skończyła, mogli wrócić do swoich pokoi lecz za pół godziny mieli stawić się w stołówce na obiedzie.
Harry wyszedł z sali rozmawiając z Olivią, dowiedział się od niej że ona też nie ma rodziców, bo kilka miesięcy temu mieli wypadek samochodowy, to po tym wydarzeniu Olivia pękła i zaczęła się okaleczać.
-Czasami mam wrażenie że to moja wina, nie, ja WIEM że to moja wina, bo gdybym nie poszła na tamtą głupią imprezę to oni nie jechali by po mnie i nie wpadli by do tego cholernego jeziora- dziewczyna płakała, a Harry objął ją chcąc pocieszyć.
-Moi rodzice też nie żyją-poinformował ją cicho.- Mieliśmy wypadek, kiedy miałem roczek, oni zginęli a ja przeżyłem i teraz mam to- podniósł ręką włosy z czoła i pokazał jej swoją bliznę, opowiedział jej historię wymyśloną przez Dursleyów, bo przecież nie mógł jej powiedzieć że Voledomrt - szalony czarnoksiężnik, ich zabił chcąc go dopaść.
Rozmawiali jeszcze chwilę idąc w stronę pokoi, Olivia przestała płakać i opowiadała mu o życiu na oddziale- W tygodniu mamy zajęcia jak w szkole plus terapia grupowa i trzy razy w tygodniu indywidualna. W weekendy często gdzieś wychodzimy, na przykład do kina, ale to tylko ci którzy nie podpadli w tygodniu. Na posiłki trzeba się stawiać zawsze nawet jak się nie jest głodnym, chociaż wy anorektycy musicie jeść nawet jak nie jesteście głodni czyli zawsze.
Posiłki trwają około pół godziny, ale jak nie zjesz tego co dostaniesz, to siedzisz tam tak długo, aż nie skończysz. Najdłużej w stołówce zostają anorektycy i czasami bulimicy - Harry słuchał i potakiwał co jakiś czas, a Olivia gadała i gadała, po pewnym czasie skojarzyła się chłopakowi z Ginny, która również była straszną gadułą. Kiedy weszli na piętro, Różowowłosa poprowadziła go w głąb korytarza.
-Tu jest świetlica, następne drzwi to pokój telewizyjny, dalej są pokoje, ja tam mieszkam, pod numerem 17 akurat tyle mam lat-uśmiechnęła się - wchodzisz? - Zapytała.
-Jasne-powiedział i już miał przekraczać próg, kiedy nagle ktoś złapał go za ramię i zatrzymał, odwrócił się i zobaczył Malfoya. - Czego chcesz ?-zapytał.
-Cześć Olivio - posłał jej olśniewający uśmiech - porywam na chwilę Harrego, dobrze?
-Ah... Draco, oczywiście, jeśli Harry nie ma nic przeciwko to jasne.
-Chodź Potter, musimy pogadać-zwrócił się do czarnowłosego i pociągnął go za sobą. Zatrzymał się przy drzwiach numer 13, otworzył je i wepchnął chłopaka do środka, zamykając drzwi za sobą. Podszedł do łóżka i rzucił się na nie po czym poklepał miejsce obok siebie.
Kiedy Gryfon usiadł blondyn odezwał się.
- Potter, TY tutaj?-powiedziała autentycznie zdziwiony.
-Malfoy, ty tutaj?- odezwał się w tej samej chwili Harry.
-To że ja tu jestem nie jest zaskoczeniem dla inteligentnych ludzi. Każdy, oczywiście oprócz ciebie, zauważył że się głodzę. Naprawdę jesteś tak głupi, że nie zauważyłeś jaki jestem chudy? Ale ciebie akurat nie spodziewałem się tu zobaczyć. Czy to nie dziwne? Nasz ukochany Bohater, Zbawca czarodziejskiego świata nie je? Chyba nie chcesz zawieść swoich fanów i umrzeć, przecież podobno jesteś nieśmiertelny - zaśmiał się odrobinę szyderczo.- Naprawdę niezłe- złośliwy uśmiech Dracona nie opuszczał jego ust.
-To tu tkwisz tak długo Malfoy? Niedawno zastanawiałem się gdzie jesteś bo nie widywałem cię w Hogwarcie.
- To pewnie Granger zauważyła że mnie nie ma, a nie ty matołku - i znów ten uśmiech.
- Zamknij się Fretko, a teraz lepiej powiedz mi gdzie jest moja różdżka?
-Myślę że masz ja w spodniach-Ślizgon znowu popatrzył na niego z ironią.
-Nie właśnie tam jej nie ma, sprawdzałem-powiedział zdenerwowany Potter nie łapiąc aluzji Ślizgona.
-Każdy facet ma w spodniach swoją RÓŻDŻKĘ-Draco popatrzył na niego roześmianymi oczami, po czym powiódł nimi od jego oczu do kroku i z powrotem- if you know what I mean oczywiście/of course  ( Kama, jak bardziej pasuje?) .
Harry zaczerwienił się jak okropnie i szybko odwrócił wzrok. -Nie o to mi chodziło i dobrze o tym wiesz Malfoy.
- Wiem, wiem ale nie mogłem przegapić twojego zawstydzonego wyrazu twarzy, ale teraz mam propozycję. Nazywam się Draco i wszyscy stąd tak do mnie mówią, więc może ty też zaczniesz Harry?- widać było że włożył dużo trudu w powiedzenie imienia Harrego, więc Gryfon postanowił się zgodzić.
-Dobrze, Draco- imię ślizgona nie było aż takie trudne do przejścia przez gardło.-Zastanawiam się tylko dlaczego jesteś dla mnie względnie miły, zaprosiłeś mnie do swojego pokoju i do tej pory nie usłyszałem żadnej straszliwiej obelgi, którymi zwykle mnie obrzucasz.
-Wcale nie jestem miły Potter-Harry popatrzył na niego znad okularów-Harry-poprawił się. - No dobra jesteś pierwszym czarodziejem którego widzę od 2 miesięcy, nie mogę opuszczać oddziału, nie mam różdżki, i nikt nie może mnie odwiedzać więc nie jest dobrze- poskarżył się i popatrzył smutno na Gryfona, Harry przez chwilę miał ochotę przytulić go i pocieszyć, ale na szczęście szybko mu przeszło. Zamiast tego powiedział:
-Dobra Draco, od dzisiaj siedzimy w tym razem, nie będziesz samotny - i uśmiechnął się. Lekko zdziwił się kiedy Malfoy oddał uśmiech.
-A teraz chodź na stołówkę bo nie zabiorą nas w sobotę do kina na ."Eragona"- powiedział nagle blondyn.
-TY czytasz fantasy? I do tego "Eragona"? To moja ulubiona książka!- zawołał Harry-chciałem wymknąć się ze szkoły na film, ale nie miałem z kim!
-A więc teraz masz partnera-Draco zaśmiał się. - Jeszcze nie spotkałem nikogo kto go lubi, to też moja ulubiona książka, a Pansy i Blaise zawsze się ze mnie śmieją, kiedy o tym wspominam.
Harry zaśmiał się i powiedział-To samo mam z Hermioną i Ronem. - no proszę, -pomyślał Harry - chwila rozmowy a już byli sobie bardziej bliscy niż po 5 latach znajomości.

***

Kiedy Draco i Harry weszli do jadalni nikt nie zwrócił na nich szczególnej uwagi.
"Jakbyśmy weszli razem do Wielkiej Sali to wzbudzilibyśmy niezłą sensację. Hogwart mijały co wspominać przez kilka najbliższych stuleci" pomyślał Gryfon.
Blondyn poprowadził Harryego do podłużnego stołu, stojącego pod jedną ze ścian i powiedział
-Znajdź swoje nazwisko, tam będzie twoja kolacja.
Draco od razu podszedł do karteczki ze swoim nazwiskiem i wziął tackę, na której był talerz i szklanka soku. Kiedy czarnowłosy znalazł swój posiłek, zauważył że dostali to samo: dwie duże kromki ciemnego chleba, jajko gotowane i pół pomidora. W szklankach był sok pomarańczowy.
-I niby mam to wszystko zjeść? -zapytał Harry.
-Chodź do stolika, tam sobie pomarudzisz-mruknął tylko Malfoy i zaprowadził go do stolika przy którym siedziała już Olivia, Maggie i Sebastian .
-Siadaj tutaj Gryfiaku, ja usiądę gdzieś indziej.
-Nie możemy usiąść razem? czuje się trochę nieswojo, a tylko ciebie tu znam.
-Nie znasz mnie Potter, nie tak NA PRAWDĘ. Nigdzie nie ma podwójnych wolnych miejsc. A tu siedzi Olivia, którą, jak przypuszczam polubiłeś.
Gryfon chcąc nie chcąc usiadł między Olivią, a Sebastianem.
-I jak tam Harry? Niech zgadnę, musisz zjeść strasznie dużo? -zaśmiała się Różowowłosa kiedy tylko zajął miejsce obok niej. - Wnioskuje to z twojej niezadowolonej miny. Nie musisz się tak martwić, ja mam więcej-i pokazała mu swoje 3kanapki z szynką, serem (Harry wzdrygnął się na samą myśl że musiał by zjeść ser żółty), pomidorem i ogórkiem.
-No to jemy - powiedziała Maggie.
Harry spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Przecież jesteś anorektyczką, więc nie powinnaś chcieć jeść.
-To dlatego się tu znalazłam, ale... ale teraz chce się już stąd wyrywać, jestem tu od 8 miesięcy i chcę w końcu wrócić do przyjaciół, chłopaka i rodziców - dziewczyna rozpłakała się. - Przepraszam, jestem teraz trochę za bardzo emocjonalna - powiedziała wycierając oczy i nos chusteczką.
-Dobrze że chcesz z tego wyjść - powiedziała Olivia i uśmiechnęła się do niej ciepło.

***

Stołówka powoli pustoszała, zostało już tylko kilka osób, w tym Harry i Draco.
-Jak zaraz tego nie zjecie to siedzicie kolejne pół godziny-mówiła pielęgniarka przechodząc się po sali.
Harry popatrzył na talerz Dracona, zniknęło z niego już wszystko, teraz siedział nad szklanką soku.
"'Skoro on dał radę to ja też mogę to zjeść, on jest przeraźliwie chudy i mu się zmieściło więc on-gruby Harry-na pewno też da radę" pomyślał Gryfon. Zaczął jeść, szybko, bo chciał to jak najszybciej skończyć. Akurat tak wyszło że skończył równo z Malfoyem.
-Brawo, ja przez pierwsze 2 tygodnie nic nie jadłem i musieli zacząć karmić mnie kroplówką-zaczął Blondyn.
- Nie chciałem być gorszy od ciebie, a ty zjadłeś... - powiedział cicho Harry.
-Hahaha... Tobie zależy tylko na rywalizacji ze mną. Powiedz mi dlaczego?-zapytał ruszając w kierunku sypialni i zapraszając go gestem do pójścia za sobą.
-To nie prawda, po prostu, tylko ty masz odwagę ze mną rywalizować, a inni tylko płaszczą się przede mną. Zawsze cię za to podziwiałem - wyznał.
-Wow. Sławny Harry Potter, mnie podziwiał? Fajnie - Draco uśmiechnął się do Zbawiciela czarodziejskiego świata. - A teraz pozwolisz że cię odprowadzę- powiedział szarmancko, a Harry aż się zarumienił słysząc taki ton. Przypomiał sobie swoje myśli na terapii i teraz idąc obok Malfoya, kątem oka przyglądał mu się i zastanawiał się dlaczego on jest taki doskonały. Jego piękne, niebieskie oczy lśniły, usta-boże takie cudowne usta, różowe wargi były rozchylone lekko jakby w oczekiwaniu na pocałunek, skóra tak gładka i delikatna...
-Malfoy dlaczego jesteś taki doskonały?- zapytał się w myślach, a może i na głos, bo Draco popatrzył na niego dziwnie. -Yyy... Powiedziałem to na głos?
-Tak Gryfiaku-Ślizgon uśmiechnął się. -Miło że myślisz że jestem doskonały.
Stanęli przy drzwiach do sypialni Harrego którą znajdowała się obok sypialni Dracona. Harry położył dłoń na klamce i przez chwilę poczuł się jakby po udanej randce Draco odprowadził go pod dom. Przeżył taką sytuację w lecie kiedy był u Dursleyów jednak tamten chłopak okazał się być totalną klapą. Draco najwidoczniej też poczuł się jak po randce bo nagle pochylił się nad nim i pocałował go lekko w usta. Harry z wrażenia otworzył je trochę, a Draco uznając to za zaproszenie, pogłębił pocałunek podnosząc ręce . wkładając mu palce we włosy.
Harremu bardzo podobał się ten pocałunek i odwzajemnił go, zapominając, że był jego największy wróg przez 5 lat. Usta ślizgona smakowały sokiem pomarańczowym i miętą. Potter położył swoją dłoń na policzku blondyna gładząc jego idealną skórę. Doskonale czuł pod palcami jego piękne kości policzkowe. W końcu oderwali się od siebie. Draco popatrzył w zielone oczy Harrego. - To było... wow. Świetnie całujesz-odezwał się Gryfon, czerwieniąc się.
-Lata praktyki-zaśmiał się Draco. -Ty też nie jesteś do niczego w tych sprawach.
-Uh... Tak, dzięki- Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej o ile to było możliwe. - Ja myślę że powinniśmy iść spać, zaraz cisza nocną- powiedział chwilę potem.
-Tak, racja. To do zobaczenia jutro Harry. Dobranoc.


niedziela, 1 września 2013

"Odejścia i powroty"

Tak ,wiem... nie umiem wymyślać tytułów XD Dziś mam znowu mega krótkie opowiadanie, tym razem własne. Pisałam je już dawno temu, ale jakoś nigdy go nie dokończyłam, więc teraz w końcu się za to wziełam. W sumie było to moje pierwsze opowiadanie yaoi :D Nie jest ono jakieś wybitne, ale raczej takie dla zabicia czasu. I tak, wiem, że nie umiem pisać scen łóżkowych xD

edit: nie, proszę nie czytajcie tego, bo to szit xD

+18!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Naoki biegał wściekły po pokoju.
 -Co mam zrobić, żebyś wreszcie mnie słuchał?! - wrzasnął łapiąc biednego Yukio za nadgarstki i przyciskając go do ściany.
- N-nie wiem... - pisnął cichutko Yukio i przekręcił głowę w bok.
- Czy ty cokolwiek wiesz?! - Naoki znów podniósł głos po czym rzucił Yukio na łóżko. Usiadł na jego biodrach, przytrzymał jego ręce i pocałował krótko w czoło. - Kochasz mnie? - powiedział tym razem nieco spokojniej.
- N-no tak...chyba..n-nie wiem...
Naoki gwałtownie rozpiął mu spodnie i zsunął je do kolan.
- Kochasz...?
Yukio zacisnął mocno wargi po czym odpowiedział:
- N-t-tak... - zawahał się.
- Nie kochasz mnie. Widzę to po tobie. - Naoki zszedł z niego i usiadł na końcu łóżka z posępniałą miną.
- Nie mów tak! T-to nie prawda...Po prostu...
- Co mam zrobić, żebyś mnie pokochał...? - powiedział szeptem niemal ze łzami w oczach.
Yukio milczał przez dłuższą chwilę przyglądając się mu z uwagą. Naoki jeszcze nigdy nie był taki smutny. 
- Jeśli mnie nie kochasz to po prostu powiedz. 
- To nie tak, że cię nie kocham... Ja...ja...
Naoki spojrzał na niego z nadzieją. W pokoju było dość ciemno. Paliło się jedynie światło w holu.
- Wręcz przeciwnie. Ja...cię kocham. - ostatnie słowa wypowiedział tak cicho, że nie można ich było zrozumieć.
- Uh...powtórz proszę.
Nastała cisza. Naoki wpatrywał się w Yukio jakby był bogiem, który za pomocą dwóch słów mógł wszystko zmienić. Niestety te dwa słowa nie zostały wypowiedziane. W końcu Naoki wstał z łóżka, podszedł do szafy i zaczął się pakować.
- C-co ty robisz?! 
- Pakuję się, nie widzisz? - spojrzał na niego jak na idiotę - Wyprowadzam się. Mieszkanie zostawiam tobie, żebyś miał mnie nareszcie z głowy. 
Naoki zapiął walizkę i ruszył do przedpokoju w celu założenia butów i kurtki.
- Nie możesz! - krzyknął w końcu Yukio ze łzami w oczach.
- Niby czemu?
- B-bo...jak mnie zostawisz...to co ja bez ciebie zrobię?... - rozbeczał się jak malutkie dziecko.
Naoki podszedł do niego i położył rękę na jego głowie.
- Spokojnie. Dasz sobie radę. Wcześniej dawałeś to teraz też dasz.
Yukio podniósł głowę i wpatrywał się przez chwilę w niego. Naoki przybliżył się jeszcze bardziej, by złożyć na jego ustach ostatni pocałunek, jednak w ostatniej chwili zatrzymał się i ruszył w stronę drzwi. Yukio otworzył ze zdziwienia buzię i raz jeszcze zaczął chlipać pod nosem.
- N-nie...Proszę...Zostań ze mną... - powiedział słabo, ledwie słyszalnie.
Naoki stał jeszcze chwilę w drzwiach patrząc na ukochanego i gdy już miał wyjść usłyszał słowa, które go wmurowały.
- Ja... Nie chciałem... Tak naprawdę... Kocham Cię! - powiedział Yukio jeszcze głośniej płacząc.
- Cieszę się. Ja też cię kocham. - odpowiedział z lekkim uśmiechem po czym odłożył walizki i zamknął drzwi.
Yukio natychmiast przestał chlipać i zrobił wielkie oczy ze zdziwienia.
- W-więc...zostaniesz? - mruknął cichutko z nadzieją.
- Tak. Jeśli tego chcesz to zostanę z tobą. Nie chcę ci robić krzywdy... - podszedł do Yukio i objął go czule ramieniem - Mogę?
Yukio pokiwał głową na zgodę
- T-tak.
Naoki pocałował go delikatnie.
- Kocham Cię 
- Yhm. - stęknął Yukio odwzajemniając pocałunki z pewną nieśmiałością.
Naoki położył Yukio na łóżku i zaczął całować go po szyi i obojczykach. Yukio z cichymi westchnięciami poddawał się jego pieszczotom. Szybkim ruchem Naoki rozpiął mu spodnie i zaczął masować jego męskość. Yukio od razu zamknął oczy z zawstydzeniem.
- Cieszę się... że cie mam... - wydyszał Naoki.
Yukio milczał wpatrując się w niego ukradkiem. Na to Naoki wsunął rękę do bokserek Yukio i zaczął bawić się jego męskością tym samym sprawiając mu przyjemność. Wyciągnął rękę i dokładnie oblizał po czym ściągnął swoje spodnie wraz z bielizną i rzucił w kąt. Yukio przypatrywał się temu przymkniętymi oczami wiercąc się niecierpliwie pod kochankiem. Naoki widząc to wrócił do pieszczot. Uśmiechnął się pod nosem i schylił do krocza Yukio. Wziął jego członka do ust i zaczął delikatnie ssać. Nie trwało to długo.
- Ahh! - Yukio momentalnie wygiął się pod Naokim dochodząc.
- Szybko poszło - skomentował Naoki wciąż się uśmiechając. Ściągnął z kochanka i z siebie reszte ubrań po czym włożył w niego jeden palec. - Dobrze?
- Ngh...T-tak... - sapnął Yukio.
Naoki ponownie zaczął pieścić jego członka i po chwili włożył drugi palec. Yukio wzdrygnął się.
- Powiedz mi kiedy cie zaboli to przestanę. - to mówiąc dołożył trzeciego palca.
- AH!
- Przepraszam...
- N-nie szkodzi - wyjąkał Yukio.
Naoki przestał na chwilę ruszać palcami.
- Yh... już... dobrze - powiedział Yukio z trudem łapiąc oddech.
- Pamiętaj, że nie chcę cię skrzywdzić. Jesteś już gotowy. - Naoki wyjął palce i powoli zbliżył swojego członka do dziurki kochanka. Włożył czubek po czym wepchnął go do połowy.
- Ma-ahh! - Yukio zagryzł wargi by stłumić krzyk.
- Wybacz - Naoki pochylił się i pocałował Yukio namiętnie. Po krótkiej chwili wszedł w niego cały i lekko się poruszył. Słyszał stłumione jęki chłopaka pod sobą. - Zaraz się przyzwyczaisz... Uwierz... - Znów się poruszył. Zaczął jedną ręką masować krocze kochanka a drugą jego sutki.
- Już... dość dawno tego nie robiliśmy... - powiedział szeptem Yukio.
- Tak dobrze?
- Tak - na jego twarzy malowała się rozkosz.
- Chcesz, żebyśmy przestali?
- N-niee.
Naoki kontynuował pieszczoty i poruszał się coraz szybciej. Wkrótce doszli niemal jednocześnie z głośnym jękiem. Naoki wysunął się z kochanka i oboje opadli na łóżko obok siebie dysząc i sapiąc. Yukio przybliżył się i pocałował Naokiego czule. Zamknął oczy.
- Zmęczony jesteś - Naoki wytarł kochanka jego koszulką leżącą w pobliżu.
- Yhm - Yukio złapał Naokiego za rękę nie otwierając oczu. Już po chwili zasnął.
Naoki pocałował go jeszcze w czoło i przykrył kołdrą. Sięgnął do szuflady po paczkę z papierosami i zapalił jednego. Myślał tak przez dłuższą chwilę, a gdy skończył palić przytulił do siebie Yukio i zasnął.