Tak więc wrzucam pierwszy rozdział mojego drugiego
opowiadania Drarry ;) niedługo(nie wiem
kiedy xD ) napiszę dalsze rozdziały. Mam nadzieje że się spodoba ;>
Enjoy !
Rozdział 1
-Harry, zauważyłeś że Malfoya nie ma już od dłuższego czasu
na lekcjach?
-Naprawdę? Jakoś nie zwróciłem na to uwagi, chociaż
faktycznie, od dawna się z nim nie kłóciliśmy. Myślałem że to dlatego że nie ma
Rona to zazwyczaj on zaczynał. Od kiedy wyjechał na wymianę czarodziejów, w
szkole jest spokojniej.
-Masz rację Harry. A co do Malfoya to może pojechał do domu?
Ostatnio marnie wyglądał... Teraz pewnie leży na kanapie i żąda dziwnych rzeczy
od skrzatów. „Daglasie, przynieś mi krem na zmarszczki, muszę dbać o moją
skórę” -powiedziała Hermiona doskonale udając arystokratyczny ton Ślizgona.
-Pewnie tak - po chwili Harry i Hermiona leżeli przed
kominkiem na podłodze i śmiali się do rozpuku.
-Dobra koniec tych śmiechów-usłyszeli nagle głos Ginny-
chodźmy na kolację.
-Ja nie jestem głodny, zjadłem dużo na obiad, idźcie same
-powiedział Harry - pozatym muszę jeszcze napisać wypracowanie na transmutacje.
-Harry, przecież ty prawie nic nie zjadłeś na obiad - powiedziała Hermiona patrząc na niego uważnie.
-Jadłem, po prostu nie patrzyłaś na mnie - próbował tłumaczyć się chłopak - lećcie, bo za pół godziny kończy się kolacja.
-Harry, przecież ty prawie nic nie zjadłeś na obiad - powiedziała Hermiona patrząc na niego uważnie.
-Jadłem, po prostu nie patrzyłaś na mnie - próbował tłumaczyć się chłopak - lećcie, bo za pół godziny kończy się kolacja.
***
-Harry! Jak możesz być tak głupi! Wcale nie jesteś gruby!
Zacznij normalnie jeść, ROZUMIESZ?! Neville, powiedz temu idiocie, że nie jest
gruby! I że powinien zacząć więcej jeść!
Neville przystanął na środku pokoju wspólnego i widząc
pierwszorocznych wciskających się za kanapę i fotele, próbujących schować się
przed gniewem Hermiony, zapragnął zniknąć.
-Neville? Neville! Halo?! Powiedz to mu!!!
-Dobrze już mówię, spokojnie Hermiono, straszysz dzieci.-
Gryfon zachował spokojny głos mimo ze zdenerwowana Gryfonka definitywnie go
przerażała, potem spojrzał na Harrego i powiedział: Harry, nie jesteś gruby,
powiem więcej, jesteś bardzo chudy! Jeszcze trochę i wpadniesz w anoreksję - po
czym oddalił się.
-Mówiłam? Mówiłam!? Nie tylko ja zauważam że jesteś chudy.
Opanuj się! Dzisiaj zemdlałeś! DWA RAZY! Harry dwa razy, to nie są przelewki,
twój organizm potrzebuje pożywienia!
-Dobrze to ujęłaś, MÓJ organizm. Więc chyba to JA wiem
lepiej czego potrzebuje MOJE ciało, a na pewno nie potrzebuje twoich kazań! -
Harry wściekły wybiegł z PW i poszedł do swojego dormitorium gdzie mocno
trzasnął drzwiami. Zaryglował je zaklęciem i poszedł do łazienki przed lustro.
- Przecież ja jestem strasznie gruby! -powiedział do swojego
odbicia - Hermiona tylko tak mówi, bo ona jest chuda! Nie mogę tyle jeść, muszę
poćwiczyć! Mam już przecież 16 lat więc sam mogę decydować o tym ile i czy w
ogóle jem. - podszedł do wagi i stanął na niej, 52.26kg. Nie jest źle tak jak
kiedyś, ale nie jest też dobrze-powiedział sam sobie. Wyszedł z łazienki i w
sypialni zaczął robić wszystkie znane sobie ćwiczenia. Od przysiadów i
brzuszków do pompek i biegania w kółko.
Po ćwiczeniach wyszedł z pokoju i schodząc ze schodów
zemdlał i spadł po stopniach. Zauważyła go jakaś mała dziewczynka i od razu
pobiegła po Hermionę.
***
***
-Ty jesteś Hermiona, prawda? – zapytała Brązowowłosą.
-Tak Sharon- starsza dziewczyna uśmiechnęła się do małej. -
Coś się stało?
-Harry, twój przyjaciel, przed chwilka widziałam jak on
spadł ze schodów, wiec szybko po ciebie przybiegłam-powiedziała dziewczynka.
-Gdzie? – zapytała tylko Hermiona ze strachem w oczach.
-W Pokoju Wspólnym.
Kiedy Hermiona znalazła Harrego, nadal był nieprzytomny więc
dziewczyna zabrała go do Skrzydła Szpitalnego.
***
W Skrzydle pani Pomfrey zbadała Harrego i stwierdzając
niedożywienie postanowiła zacząć podawać mu jedzenie dożylnie, a kiedy się
obudzi podać mu coś do zjedzenia .
-Jeżeli chcesz możesz z nim zostać, skarbie- powiedziała do
Hermiony. Dziewczyna skinęła głową ale ewidentnie było widać że chce się o coś
zapytać. - Coś jeszcze chcesz powiedzieć? - zapytała pielęgniarka
- Właściwie to tak. Bo ja myślę, że Harry ma anoreksję i czy
to może mieć jakiś związek z tymi jego omdleniami?
-Omdlenia? Jak dużo razy zdarzyło mu się to już?
-Hmm... Zemdlał już 5 razy w ciągu tego tygodnia, a już od
około 2 miesięcy prawie nie je!
-A wiesz może ile waży i jaki jest wysoki- zapytała znów.
-A wiesz może ile waży i jaki jest wysoki- zapytała znów.
-Ma 171cm wzrostu, a waży około 52kg.
-Hermiono, obawiam się że możesz mieć rację co do Harrego...
Niestety nawet w naszym świecie nie ma metody na anoreksję. Można by rzucić na
osobę chorą Imperiusa i zmusić ja do jedzenia, ale to jest nielegalne, nawet w
takich przypadkach. Zresztą nawet gdyby to było legalne, nie zrobiłabym tego.
-Czyli trzeba go wysłać do mugolskiego szpitala? Na oddział
psychiatryczny?!
-Chyba to będzie najrozsądniejsze rozwiązanie. Kilka osób z
Hogwartu było już tam i większości się udało.
-WIĘKSZOŚCI?! Ale... Ale Harry da sobie radę? Prawda?
-Oczywiście panno Granger, nie ma się co martwić. –
Pielęgniarka uśmiechnęła się do niej ciepło
Hermiona dalej była blada ale wyglądała już spokojniej.
Pocałowała Harrego w czoło i pochylając się nad nim powiedziała mu do ucha
'Dasz radę, Voldemorta załatwiłeś, więc i z anoreksją sobie poradzisz'.
-Zabierze pani go już teraz?
***
Kiedy Harry się obudził zauważył że znajduje się w nieznanym
sobie pokoju.
- Gdzie ja do cholery jestem?-zastanawiał się przez chwilę, patrząc po gołej ścianie, prostej szafie w rogu, małej szafeczce przy łóżku i łóżku. Chłopak wstał z łóżka i podszedł do dzwi, ale okazały się one zamknięte. Podszedł więc do okna i zobaczył piękny park. Znajdował się na piętrze, co ocenił po odległości do ziemi. Drzewa nie miały już żadnych liści, ale pod nimi leżało ich mnóstwo, czerwone, żółte i pomarańczowe plamki wyglądały przepięknie. Po chwili usłyszał że ktoś otwiera drzwi, odwrócił się i chciał sięgać po różdżkę ale okazało się że nie ma jej w tylnej kieszeni jego jeansów. W drzwiach stała jakaś kobieta i uśmiechała się do niego.
- Gdzie ja do cholery jestem?-zastanawiał się przez chwilę, patrząc po gołej ścianie, prostej szafie w rogu, małej szafeczce przy łóżku i łóżku. Chłopak wstał z łóżka i podszedł do dzwi, ale okazały się one zamknięte. Podszedł więc do okna i zobaczył piękny park. Znajdował się na piętrze, co ocenił po odległości do ziemi. Drzewa nie miały już żadnych liści, ale pod nimi leżało ich mnóstwo, czerwone, żółte i pomarańczowe plamki wyglądały przepięknie. Po chwili usłyszał że ktoś otwiera drzwi, odwrócił się i chciał sięgać po różdżkę ale okazało się że nie ma jej w tylnej kieszeni jego jeansów. W drzwiach stała jakaś kobieta i uśmiechała się do niego.
-Cześć Harry-powiedziała- nazywam się Bethany i jestem
pielęgniarką. Chodź, mam cię zabrać na badania kiedy tylko się obudzisz.
Harry chcąc, nie chcąc wstał i poszedł za nią.
Kiedy wyszedł na korytarz zauważył że jest on długi, a ściany
sa w kolorze jasnej zieleni z białymi motywami. Co kilka metrów znajdowały się
drzwi takie same jak te z których przed chwilą wyszli. Na ścianach wisiało
kilka tablic korkowych i obrazków. Podłoga była wyłożona niebieską wykładziną,
wokół białych drzwi było czarne obramowanie. Okna, umiejscowione po obu końcach
korytarza, miały białe firanki, na parapetach stały niebieskie i białe kwiatki
w plastikowych doniczkach.
-Chodź za mną Harry, doktor Frank pewnie już czeka-powiedziała Bethany.
Zeszli razem ze schodów, które były oczywiście nieskazitenie białe i miały piękną błękitną poręcz.
Na dole Harry zobaczył recepcje, a za nią szklane drzwi. Na dworze było jasno i wyglądało na to, że jest ciepło. W tym momencie chłopak zapragnął znaleźć się na błoniach Hogwartu razem z przyjaciółmi; wiecznie zaczytaną Hermioną, rozgadanym Ronem, zabawną Ginny, niezdarnym Nevillem i zamyśloną Luną. Po chwili marzeń wrócił do rzeczywistości i zaczął się zastanawiać gdzie on w ogóle jest.
-Bethy, a tak właściwie to gdzie ja jestem?- Zapytał, uważnie obserwując kobietę.
- W szpitalu Warringtona w Londynie na oddziale psychiatrycznym.
-Cooo?! Dlaczego się tu znalazłem? Przecież nie jestem świrem!-krzyknął chłopak.
-Harry, masz anoreksję, pozatym to nieładnie tak mówić-upomniała go pielęgniarka patrząc na niego surowo.
-Przepraszam-rzekł Czarnowłosy i spuścił wzrok ze skruchą.
Szli w ciszy, lecz po chwili Bethy wskazała ręką podwójne szkane drzwi -Tam jest stołówka, śniadanie jest od 8 do 9, drugie śniadanie między11 a 12, obiad o 15 i kolacja
od 19 do 20. Tam na końcu korytarza - wskazała ręką- jest sala w której
będziesz miał zajęcia ze swoją grupą, są one codziennie w różnych godzinach, w
zależności od waszej terapeutki. Już zaraz dojdziemy do gabinetu.
-Chodź za mną Harry, doktor Frank pewnie już czeka-powiedziała Bethany.
Zeszli razem ze schodów, które były oczywiście nieskazitenie białe i miały piękną błękitną poręcz.
Na dole Harry zobaczył recepcje, a za nią szklane drzwi. Na dworze było jasno i wyglądało na to, że jest ciepło. W tym momencie chłopak zapragnął znaleźć się na błoniach Hogwartu razem z przyjaciółmi; wiecznie zaczytaną Hermioną, rozgadanym Ronem, zabawną Ginny, niezdarnym Nevillem i zamyśloną Luną. Po chwili marzeń wrócił do rzeczywistości i zaczął się zastanawiać gdzie on w ogóle jest.
-Bethy, a tak właściwie to gdzie ja jestem?- Zapytał, uważnie obserwując kobietę.
- W szpitalu Warringtona w Londynie na oddziale psychiatrycznym.
-Cooo?! Dlaczego się tu znalazłem? Przecież nie jestem świrem!-krzyknął chłopak.
-Harry, masz anoreksję, pozatym to nieładnie tak mówić-upomniała go pielęgniarka patrząc na niego surowo.
-Przepraszam-rzekł Czarnowłosy i spuścił wzrok ze skruchą.
Szli w ciszy, lecz po chwili Bethy wskazała ręką podwójne szkane drzwi -Tam jest stołówka, śniadanie jest od 8 do 9, drugie śniadanie między
Pielęgniarka podeszła do białych drzwi i otworzyła je po
czym zaprosiła go gestem do środka.
W środku był stary lekarz i uśmiechnięta lekarka
- Dzień dobry Harry, jestem Frank, A to Sarah-powiedział mężczyzna i razem z kobietą wstali- musimy cię zważyć i zmierzyć - wskazał ręką na szpitalną wagę stojącą w kącie - ale najpierw musisz się rozebrać do bielizny.
Czarnowłosy podszedł wąskiej kozetki stojącej w pobliżu wagi i ściągnął ubranie. Stanął na wadze, a Frank odczytał wskazanie, 50.16, ha! Harry wiedział że jego waga była popsuta, ważył mniej niż tam, i zapisał je na jakiejś karcie. - A teraz podejdź tu Sarah cię zmierzy.
Harry posłusznie podreptał w stronę lekarki.
-Stań pod ścianą, o tutaj-wskazała mu miejsce gdzie na ścianie była miarka. -Masz 172cm wzrostu. A teraz pójdziesz do stołówki coś zejść, za godzinę będziesz miał zajęcia ze swoją grupą. Bethany zaprowadzi cię na stolowke i poczeka aż zjesz-oznajmiła.
Harry wyszedł z gabinetu, przed nim czekała już Bethy.
-Wolisz zjeść teraz makaron z sosem warzywnym czy risotto?
Harry zastanowił się chwilę w myślach podliczył kalorie i powiedział:
- A mogę nie jeść?
Pielęgniarka popatrzyła na niego surowo.
- Dzień dobry Harry, jestem Frank, A to Sarah-powiedział mężczyzna i razem z kobietą wstali- musimy cię zważyć i zmierzyć - wskazał ręką na szpitalną wagę stojącą w kącie - ale najpierw musisz się rozebrać do bielizny.
Czarnowłosy podszedł wąskiej kozetki stojącej w pobliżu wagi i ściągnął ubranie. Stanął na wadze, a Frank odczytał wskazanie, 50.16, ha! Harry wiedział że jego waga była popsuta, ważył mniej niż tam, i zapisał je na jakiejś karcie. - A teraz podejdź tu Sarah cię zmierzy.
Harry posłusznie podreptał w stronę lekarki.
-Stań pod ścianą, o tutaj-wskazała mu miejsce gdzie na ścianie była miarka. -Masz 172cm wzrostu. A teraz pójdziesz do stołówki coś zejść, za godzinę będziesz miał zajęcia ze swoją grupą. Bethany zaprowadzi cię na stolowke i poczeka aż zjesz-oznajmiła.
Harry wyszedł z gabinetu, przed nim czekała już Bethy.
-Wolisz zjeść teraz makaron z sosem warzywnym czy risotto?
Harry zastanowił się chwilę w myślach podliczył kalorie i powiedział:
- A mogę nie jeść?
Pielęgniarka popatrzyła na niego surowo.
- Coś musisz zjeść, wiem że to może być
trudne ale chociaż spróbuj-poprosiła.
-No to niech już będzie będzie ten makaron.
Weszli do pustej stołówki, Bethany poprosiła go, aby zajął miejsce po czym poszła do kuchni po jedzenie. - Proszę-powiedziała chwilę później stawiając przed nim ogromną porcję.
Harry ze zgrozą popatrzył na talerz i zapytał - muszę zjeść wszystko? Przecież to porcja dla słonia!
-Zjedz przynajmniej połowę-poprosiła pielęgniarka.
Harry zaczął bez przekonania grzebać w widelcem w talerzu, zjadł kilka kawałków warzyw i trzy makarony, a potem odsunął od siebie talerz.
-Już się najadłem-powiedział
-To nie była połowa, zjedz jeszcze trochę.
-Już nie mogę, wiesz ile tu jest kalorii? Tysiące!-Harry podniósł głos.
-No dobrze, jak na pierwszy raz nie było najgorzej, niektórzy wogóle odmawiali jedzenia czegokolwiek, ale pamiętaj, następnym razem będziesz siedział tak długo, aż zjesz wszystko - powiedziała twardo. - A teraz chodź, twoje zajęcia grupowe właśnie się zaczynają.
-No to niech już będzie będzie ten makaron.
Weszli do pustej stołówki, Bethany poprosiła go, aby zajął miejsce po czym poszła do kuchni po jedzenie. - Proszę-powiedziała chwilę później stawiając przed nim ogromną porcję.
Harry ze zgrozą popatrzył na talerz i zapytał - muszę zjeść wszystko? Przecież to porcja dla słonia!
-Zjedz przynajmniej połowę-poprosiła pielęgniarka.
Harry zaczął bez przekonania grzebać w widelcem w talerzu, zjadł kilka kawałków warzyw i trzy makarony, a potem odsunął od siebie talerz.
-Już się najadłem-powiedział
-To nie była połowa, zjedz jeszcze trochę.
-Już nie mogę, wiesz ile tu jest kalorii? Tysiące!-Harry podniósł głos.
-No dobrze, jak na pierwszy raz nie było najgorzej, niektórzy wogóle odmawiali jedzenia czegokolwiek, ale pamiętaj, następnym razem będziesz siedział tak długo, aż zjesz wszystko - powiedziała twardo. - A teraz chodź, twoje zajęcia grupowe właśnie się zaczynają.
Po chwili podróży korytarzem weszli do okrągłej sali w
której, po okręgu, ustawiono krzesła. Większość z nich była zajęta, Harry
przesunął wyrokiem po twarzach obecnych i ze zdziwieniem, wśród nieznajomych,
zauważył blond włosy Malfoya.
-Malfoy? Co ty tu robisz?
-Potter, zbierz szczękę z podłogi, bo wyglądasz okropnie.
Pogadamy później. Siadaj.
Jak zwykle miał jakąś odpowiedź, cholera - pomyślał po czym
z konsternacją opuścił brwi i usiadł obok dziewczyny z różowymi włosami.
Zamknął usta i zaczął przeklinać Ślizgona w myślach. W sali było w sumie 14
osób, 15 razem z nim. Wszyscy wyglądali na mniej, więcej w jego wieku.
Różowowłosa, obok której usiadł, uśmiechnęła się do niego.
Chłopak zauważył, że ma zabandażowane nadgarstki - A więc się tnie - pomyślał -
co ja tu robię z kimś takim?
Nagle do sali weszła około 40letnia kobieta.
-Proszę wstać, sąd idzie!- zawołała dziewczyna obok niego i
poderwała się z miejsca. Cała sala wybuchła śmiechem, nawet Malfoy i ofiara
żartu uśmiechnęli się lekko.
-To ci się udało Olivio-kobieta uśmiechnęła się do
Różowowłosej.-Rozprawę poprowadzi sędzia Johanna Smith. No dobra teraz na
poważnie. Mamy nowego gościa, a więc trzeba się przedstawić. Wszyscy kolejno
wstają, przedstawiają się i mówią dlaczego tu są. Harry, najpierw ty przedstaw
się innym.
-Dobrze. Jestem Harry, nie wiem dlaczego tu jestem. Po
prostu się tu obudziłem i tyle.
-Ok. Jestem Maggie, lubię książki i jestem tu bo mam
bulimię. - niska, krótkowłosa i chorobliwie blada dziewczyna uśmiechnęła się do
niego.
-Hej Harry, ja jestem Paul lubię grać na perkusji, ale
brałem dragi i teraz muszę tu siedzieć- brunet z słuchawkami na szyji
uśmiechnął się kwaśno, i szturchnął chłopaka siedzącego obok.
- Jestem Josh i mam schizę... Ogarniasz? Trzęsące się ręce
itp. – chłopak puściło do niego oko i również uśmiechnął się, był całkiem
przystojny. Niebieskie oczy i ładnie ścięte brązowe włosy, a do tego powalający
uśmiech. Harry odpowiedział uśmiechem na uśmiech. Gryfon już w 4 klasie odkrył
że jest gejem, podczas roku szkolnego i turnieju podkochiwał się nawet w
Cedricu. Ale potem musiał pokonać Voldemorta i kiedy to już się skończyło nie
myślał o żadnym związku. Ale teraz, czemu nie? -zapytał sam siebie. I myślami
wrócił do sali.
- Dorothe, anoreksja. - powiedziała nieprzyjaźnie wysoka,
brązowowłosa dziewczyna, patrząc na niego spode łba. Była niewiarywgodnie chuda
i Harry dziwił się że ma jeszcze siłę chodzić, bo wyglądała na bardzo słabą.
-Clarissa, anorektyczka-bardzo chuda dziewczyna pomachała do
niego. Chłopak popatrzył na jej rękę którą wyglądała na tak kruchą i chudą,
jakby była z papieru.
-Draco, także anoreksja powiedział Malfoy, oczy Harrego
spojrzały w stalowo-szare tęczówki czarodzieja i ujrzały w nich seksowne
iskierki. Te oczy były zdecydowanie ładniejsze niż te Josha...- ta myśl wyrwała
się Harryemu bez jego wiedzy i kiedy tylko rozbrzmiała, przeraziła chłopaka z
oczami koloru Avady. Skąd mu przyszła do głowy TAKA myśl? W oczach Malfoya nie
było nic cudownego, bo to był Draco pieprzony Malfoy. I co to za iskierki w
oczach Fretki? Może on też uważa że oczy Harrego są ładne? STOP! Co się działo
z Harrym? To był po prostu błysk w oku, żadne iskierki a tym bardziej nie
seksowne. Koniec myślenia o tym Ślizgonie.
-... Mickey... Bulimia...-do Harrego dolatywały tylko
pojedyncze słowa bo dalej spoglądał w hipnotyzujące oczy Blondyna.
- Jestem David mam zaburzenia rzeczywistości- odezwał się
kolejny wysoki i przystojny chłopak w niebieskiej koszulce, która doskonale
uwidaczniała jego mięśnie.
- Stacy- niska, niepozorna dziewczyna podniosła ręce w górę
pokazując mu nadgarstki - cały czas próbuje.
- Hayleen, heroina i samookaleczanie - blondynka, z szarą
twarzą i cieniami pod oczami uśmiechnęła się do niego, jak prawie wszyscy.
-Dlaczego oni wszyscy tu są? Wyglądają na niewiarygodnie miłych, co oni tu
robią?-zastanawiał się Harry.
-Robert-chłopak skinął mu głową- anoreksja i
bulimia-wyglądał jak wrak człowieka, szkielet i tyle.
-Sebastian
-Ally
-Najlepsze na koniec, nie?-powiedziała siedząca obok niego
Różowowłosa. - Olivia, przy której nie można mieć ostrych przedmiotów-
dziewczyna uśmiechnęła się do niego szeroko, a Gryfon od razu pomyślał że się
zaprzyjaźnią i odwzajemnił uśmiech.
-Skoro to już wszyscy, ja jestem Johanna i jestem waszym
wychowawcą. -Kobieta uśmiechnęła się do niego ciepło.
***
Kiedy terapia się skończyła, mogli wrócić do swoich pokoi
lecz za pół godziny mieli stawić się w stołówce na obiedzie.
Harry wyszedł z sali rozmawiając z Olivią, dowiedział się od niej że ona też nie ma rodziców, bo kilka miesięcy temu mieli wypadek samochodowy, to po tym wydarzeniu Olivia pękła i zaczęła się okaleczać.
-Czasami mam wrażenie że to moja wina, nie, ja WIEM że to moja wina, bo gdybym nie poszła na tamtą głupią imprezę to oni nie jechali by po mnie i nie wpadli by do tego cholernego jeziora- dziewczyna płakała, a Harry objął ją chcąc pocieszyć.
-Moi rodzice też nie żyją-poinformował ją cicho.- Mieliśmy wypadek, kiedy miałem roczek, oni zginęli a ja przeżyłem i teraz mam to- podniósł ręką włosy z czoła i pokazał jej swoją bliznę, opowiedział jej historię wymyśloną przez Dursleyów, bo przecież nie mógł jej powiedzieć że Voledomrt - szalony czarnoksiężnik, ich zabił chcąc go dopaść.
Rozmawiali jeszcze chwilę idąc w stronę pokoi, Olivia przestała płakać i opowiadała mu o życiu na oddziale- W tygodniu mamy zajęcia jak w szkole plus terapia grupowa i trzy razy w tygodniu indywidualna. W weekendy często gdzieś wychodzimy, na przykład do kina, ale to tylko ci którzy nie podpadli w tygodniu. Na posiłki trzeba się stawiać zawsze nawet jak się nie jest głodnym, chociaż wy anorektycy musicie jeść nawet jak nie jesteście głodni czyli zawsze.
Posiłki trwają około pół godziny, ale jak nie zjesz tego co dostaniesz, to siedzisz tam tak długo, aż nie skończysz. Najdłużej w stołówce zostają anorektycy i czasami bulimicy - Harry słuchał i potakiwał co jakiś czas, a Olivia gadała i gadała, po pewnym czasie skojarzyła się chłopakowi z Ginny, która również była straszną gadułą. Kiedy weszli na piętro, Różowowłosa poprowadziła go w głąb korytarza.
-Tu jest świetlica, następne drzwi to pokój telewizyjny, dalej są pokoje, ja tam mieszkam, pod numerem 17 akurat tyle mam lat-uśmiechnęła się - wchodzisz? - Zapytała.
-Jasne-powiedział i już miał przekraczać próg, kiedy nagle ktoś złapał go za ramię i zatrzymał, odwrócił się i zobaczył Malfoya. - Czego chcesz ?-zapytał.
-Cześć Olivio - posłał jej olśniewający uśmiech - porywam na chwilę Harrego, dobrze?
-Ah... Draco, oczywiście, jeśli Harry nie ma nic przeciwko to jasne.
-Chodź Potter, musimy pogadać-zwrócił się do czarnowłosego i pociągnął go za sobą. Zatrzymał się przy drzwiach numer 13, otworzył je i wepchnął chłopaka do środka, zamykając drzwi za sobą. Podszedł do łóżka i rzucił się na nie po czym poklepał miejsce obok siebie.
Kiedy Gryfon usiadł blondyn odezwał się.
- Potter, TY tutaj?-powiedziała autentycznie zdziwiony.
-Malfoy, ty tutaj?- odezwał się w tej samej chwili Harry.
-To że ja tu jestem nie jest zaskoczeniem dla inteligentnych ludzi. Każdy, oczywiście oprócz ciebie, zauważył że się głodzę. Naprawdę jesteś tak głupi, że nie zauważyłeś jaki jestem chudy? Ale ciebie akurat nie spodziewałem się tu zobaczyć. Czy to nie dziwne? Nasz ukochany Bohater, Zbawca czarodziejskiego świata nie je? Chyba nie chcesz zawieść swoich fanów i umrzeć, przecież podobno jesteś nieśmiertelny - zaśmiał się odrobinę szyderczo.- Naprawdę niezłe- złośliwy uśmiech Dracona nie opuszczał jego ust.
Harry wyszedł z sali rozmawiając z Olivią, dowiedział się od niej że ona też nie ma rodziców, bo kilka miesięcy temu mieli wypadek samochodowy, to po tym wydarzeniu Olivia pękła i zaczęła się okaleczać.
-Czasami mam wrażenie że to moja wina, nie, ja WIEM że to moja wina, bo gdybym nie poszła na tamtą głupią imprezę to oni nie jechali by po mnie i nie wpadli by do tego cholernego jeziora- dziewczyna płakała, a Harry objął ją chcąc pocieszyć.
-Moi rodzice też nie żyją-poinformował ją cicho.- Mieliśmy wypadek, kiedy miałem roczek, oni zginęli a ja przeżyłem i teraz mam to- podniósł ręką włosy z czoła i pokazał jej swoją bliznę, opowiedział jej historię wymyśloną przez Dursleyów, bo przecież nie mógł jej powiedzieć że Voledomrt - szalony czarnoksiężnik, ich zabił chcąc go dopaść.
Rozmawiali jeszcze chwilę idąc w stronę pokoi, Olivia przestała płakać i opowiadała mu o życiu na oddziale- W tygodniu mamy zajęcia jak w szkole plus terapia grupowa i trzy razy w tygodniu indywidualna. W weekendy często gdzieś wychodzimy, na przykład do kina, ale to tylko ci którzy nie podpadli w tygodniu. Na posiłki trzeba się stawiać zawsze nawet jak się nie jest głodnym, chociaż wy anorektycy musicie jeść nawet jak nie jesteście głodni czyli zawsze.
Posiłki trwają około pół godziny, ale jak nie zjesz tego co dostaniesz, to siedzisz tam tak długo, aż nie skończysz. Najdłużej w stołówce zostają anorektycy i czasami bulimicy - Harry słuchał i potakiwał co jakiś czas, a Olivia gadała i gadała, po pewnym czasie skojarzyła się chłopakowi z Ginny, która również była straszną gadułą. Kiedy weszli na piętro, Różowowłosa poprowadziła go w głąb korytarza.
-Tu jest świetlica, następne drzwi to pokój telewizyjny, dalej są pokoje, ja tam mieszkam, pod numerem 17 akurat tyle mam lat-uśmiechnęła się - wchodzisz? - Zapytała.
-Jasne-powiedział i już miał przekraczać próg, kiedy nagle ktoś złapał go za ramię i zatrzymał, odwrócił się i zobaczył Malfoya. - Czego chcesz ?-zapytał.
-Cześć Olivio - posłał jej olśniewający uśmiech - porywam na chwilę Harrego, dobrze?
-Ah... Draco, oczywiście, jeśli Harry nie ma nic przeciwko to jasne.
-Chodź Potter, musimy pogadać-zwrócił się do czarnowłosego i pociągnął go za sobą. Zatrzymał się przy drzwiach numer 13, otworzył je i wepchnął chłopaka do środka, zamykając drzwi za sobą. Podszedł do łóżka i rzucił się na nie po czym poklepał miejsce obok siebie.
Kiedy Gryfon usiadł blondyn odezwał się.
- Potter, TY tutaj?-powiedziała autentycznie zdziwiony.
-Malfoy, ty tutaj?- odezwał się w tej samej chwili Harry.
-To że ja tu jestem nie jest zaskoczeniem dla inteligentnych ludzi. Każdy, oczywiście oprócz ciebie, zauważył że się głodzę. Naprawdę jesteś tak głupi, że nie zauważyłeś jaki jestem chudy? Ale ciebie akurat nie spodziewałem się tu zobaczyć. Czy to nie dziwne? Nasz ukochany Bohater, Zbawca czarodziejskiego świata nie je? Chyba nie chcesz zawieść swoich fanów i umrzeć, przecież podobno jesteś nieśmiertelny - zaśmiał się odrobinę szyderczo.- Naprawdę niezłe- złośliwy uśmiech Dracona nie opuszczał jego ust.
-To tu tkwisz tak długo Malfoy? Niedawno zastanawiałem się
gdzie jesteś bo nie widywałem cię w Hogwarcie.
- To pewnie Granger zauważyła że mnie nie ma, a nie ty matołku - i znów ten uśmiech.
- Zamknij się Fretko, a teraz lepiej powiedz mi gdzie jest moja różdżka?
-Myślę że masz ja w spodniach-Ślizgon znowu popatrzył na niego z ironią.
-Nie właśnie tam jej nie ma, sprawdzałem-powiedział zdenerwowany Potter nie łapiąc aluzji Ślizgona.
-Każdy facet ma w spodniach swoją RÓŻDŻKĘ-Draco popatrzył na niego roześmianymi oczami, po czym powiódł nimi od jego oczu do kroku i z powrotem- if you know what I mean oczywiście/of course ( Kama, jak bardziej pasuje?) .
Harry zaczerwienił się jak okropnie i szybko odwrócił wzrok. -Nie o to mi chodziło i dobrze o tym wiesz Malfoy.
- Wiem, wiem ale nie mogłem przegapić twojego zawstydzonego wyrazu twarzy, ale teraz mam propozycję. Nazywam się Draco i wszyscy stąd tak do mnie mówią, więc może ty też zaczniesz Harry?- widać było że włożył dużo trudu w powiedzenie imienia Harrego, więc Gryfon postanowił się zgodzić.
-Dobrze, Draco- imię ślizgona nie było aż takie trudne do przejścia przez gardło.-Zastanawiam się tylko dlaczego jesteś dla mnie względnie miły, zaprosiłeś mnie do swojego pokoju i do tej pory nie usłyszałem żadnej straszliwiej obelgi, którymi zwykle mnie obrzucasz.
-Wcale nie jestem miły Potter-Harry popatrzył na niego znad okularów-Harry-poprawił się. - No dobra jesteś pierwszym czarodziejem którego widzę od 2 miesięcy, nie mogę opuszczać oddziału, nie mam różdżki, i nikt nie może mnie odwiedzać więc nie jest dobrze- poskarżył się i popatrzył smutno na Gryfona, Harry przez chwilę miał ochotę przytulić go i pocieszyć, ale na szczęście szybko mu przeszło. Zamiast tego powiedział:
-Dobra Draco, od dzisiaj siedzimy w tym razem, nie będziesz samotny - i uśmiechnął się. Lekko zdziwił się kiedy Malfoy oddał uśmiech.
-A teraz chodź na stołówkę bo nie zabiorą nas w sobotę do kina na ."Eragona"- powiedział nagle blondyn.
-TY czytasz fantasy? I do tego "Eragona"? To moja ulubiona książka!- zawołał Harry-chciałem wymknąć się ze szkoły na film, ale nie miałem z kim!
-A więc teraz masz partnera-Draco zaśmiał się. - Jeszcze nie spotkałem nikogo kto go lubi, to też moja ulubiona książka, a Pansy i Blaise zawsze się ze mnie śmieją, kiedy o tym wspominam.
Harry zaśmiał się i powiedział-To samo mam z Hermioną i Ronem. - no proszę, -pomyślał Harry - chwila rozmowy a już byli sobie bardziej bliscy niż po 5 latach znajomości.
- To pewnie Granger zauważyła że mnie nie ma, a nie ty matołku - i znów ten uśmiech.
- Zamknij się Fretko, a teraz lepiej powiedz mi gdzie jest moja różdżka?
-Myślę że masz ja w spodniach-Ślizgon znowu popatrzył na niego z ironią.
-Nie właśnie tam jej nie ma, sprawdzałem-powiedział zdenerwowany Potter nie łapiąc aluzji Ślizgona.
-Każdy facet ma w spodniach swoją RÓŻDŻKĘ-Draco popatrzył na niego roześmianymi oczami, po czym powiódł nimi od jego oczu do kroku i z powrotem- if you know what I mean oczywiście/of course ( Kama, jak bardziej pasuje?) .
Harry zaczerwienił się jak okropnie i szybko odwrócił wzrok. -Nie o to mi chodziło i dobrze o tym wiesz Malfoy.
- Wiem, wiem ale nie mogłem przegapić twojego zawstydzonego wyrazu twarzy, ale teraz mam propozycję. Nazywam się Draco i wszyscy stąd tak do mnie mówią, więc może ty też zaczniesz Harry?- widać było że włożył dużo trudu w powiedzenie imienia Harrego, więc Gryfon postanowił się zgodzić.
-Dobrze, Draco- imię ślizgona nie było aż takie trudne do przejścia przez gardło.-Zastanawiam się tylko dlaczego jesteś dla mnie względnie miły, zaprosiłeś mnie do swojego pokoju i do tej pory nie usłyszałem żadnej straszliwiej obelgi, którymi zwykle mnie obrzucasz.
-Wcale nie jestem miły Potter-Harry popatrzył na niego znad okularów-Harry-poprawił się. - No dobra jesteś pierwszym czarodziejem którego widzę od 2 miesięcy, nie mogę opuszczać oddziału, nie mam różdżki, i nikt nie może mnie odwiedzać więc nie jest dobrze- poskarżył się i popatrzył smutno na Gryfona, Harry przez chwilę miał ochotę przytulić go i pocieszyć, ale na szczęście szybko mu przeszło. Zamiast tego powiedział:
-Dobra Draco, od dzisiaj siedzimy w tym razem, nie będziesz samotny - i uśmiechnął się. Lekko zdziwił się kiedy Malfoy oddał uśmiech.
-A teraz chodź na stołówkę bo nie zabiorą nas w sobotę do kina na ."Eragona"- powiedział nagle blondyn.
-TY czytasz fantasy? I do tego "Eragona"? To moja ulubiona książka!- zawołał Harry-chciałem wymknąć się ze szkoły na film, ale nie miałem z kim!
-A więc teraz masz partnera-Draco zaśmiał się. - Jeszcze nie spotkałem nikogo kto go lubi, to też moja ulubiona książka, a Pansy i Blaise zawsze się ze mnie śmieją, kiedy o tym wspominam.
Harry zaśmiał się i powiedział-To samo mam z Hermioną i Ronem. - no proszę, -pomyślał Harry - chwila rozmowy a już byli sobie bardziej bliscy niż po 5 latach znajomości.
***
Kiedy Draco i Harry weszli do jadalni nikt nie zwrócił na
nich szczególnej uwagi.
"Jakbyśmy weszli razem do Wielkiej Sali to wzbudzilibyśmy niezłą sensację. Hogwart mijały co wspominać przez kilka najbliższych stuleci" pomyślał Gryfon.
Blondyn poprowadził Harryego do podłużnego stołu, stojącego pod jedną ze ścian i powiedział
-Znajdź swoje nazwisko, tam będzie twoja kolacja.
Draco od razu podszedł do karteczki ze swoim nazwiskiem i wziął tackę, na której był talerz i szklanka soku. Kiedy czarnowłosy znalazł swój posiłek, zauważył że dostali to samo: dwie duże kromki ciemnego chleba, jajko gotowane i pół pomidora. W szklankach był sok pomarańczowy.
-I niby mam to wszystko zjeść? -zapytał Harry.
-Chodź do stolika, tam sobie pomarudzisz-mruknął tylko Malfoy i zaprowadził go do stolika przy którym siedziała już Olivia, Maggie i Sebastian .
-Siadaj tutaj Gryfiaku, ja usiądę gdzieś indziej.
-Nie możemy usiąść razem? czuje się trochę nieswojo, a tylko ciebie tu znam.
-Nie znasz mnie Potter, nie tak NA PRAWDĘ. Nigdzie nie ma podwójnych wolnych miejsc. A tu siedzi Olivia, którą, jak przypuszczam polubiłeś.
Gryfon chcąc nie chcąc usiadł między Olivią, a Sebastianem.
-I jak tam Harry? Niech zgadnę, musisz zjeść strasznie dużo? -zaśmiała się Różowowłosa kiedy tylko zajął miejsce obok niej. - Wnioskuje to z twojej niezadowolonej miny. Nie musisz się tak martwić, ja mam więcej-i pokazała mu swoje 3kanapki z szynką, serem (Harry wzdrygnął się na samą myśl że musiał by zjeść ser żółty), pomidorem i ogórkiem.
-No to jemy - powiedziała Maggie.
Harry spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Przecież jesteś anorektyczką, więc nie powinnaś chcieć jeść.
-To dlatego się tu znalazłam, ale... ale teraz chce się już stąd wyrywać, jestem tu od 8 miesięcy i chcę w końcu wrócić do przyjaciół, chłopaka i rodziców - dziewczyna rozpłakała się. - Przepraszam, jestem teraz trochę za bardzo emocjonalna - powiedziała wycierając oczy i nos chusteczką.
-Dobrze że chcesz z tego wyjść - powiedziała Olivia i uśmiechnęła się do niej ciepło.
"Jakbyśmy weszli razem do Wielkiej Sali to wzbudzilibyśmy niezłą sensację. Hogwart mijały co wspominać przez kilka najbliższych stuleci" pomyślał Gryfon.
Blondyn poprowadził Harryego do podłużnego stołu, stojącego pod jedną ze ścian i powiedział
-Znajdź swoje nazwisko, tam będzie twoja kolacja.
Draco od razu podszedł do karteczki ze swoim nazwiskiem i wziął tackę, na której był talerz i szklanka soku. Kiedy czarnowłosy znalazł swój posiłek, zauważył że dostali to samo: dwie duże kromki ciemnego chleba, jajko gotowane i pół pomidora. W szklankach był sok pomarańczowy.
-I niby mam to wszystko zjeść? -zapytał Harry.
-Chodź do stolika, tam sobie pomarudzisz-mruknął tylko Malfoy i zaprowadził go do stolika przy którym siedziała już Olivia, Maggie i Sebastian .
-Siadaj tutaj Gryfiaku, ja usiądę gdzieś indziej.
-Nie możemy usiąść razem? czuje się trochę nieswojo, a tylko ciebie tu znam.
-Nie znasz mnie Potter, nie tak NA PRAWDĘ. Nigdzie nie ma podwójnych wolnych miejsc. A tu siedzi Olivia, którą, jak przypuszczam polubiłeś.
Gryfon chcąc nie chcąc usiadł między Olivią, a Sebastianem.
-I jak tam Harry? Niech zgadnę, musisz zjeść strasznie dużo? -zaśmiała się Różowowłosa kiedy tylko zajął miejsce obok niej. - Wnioskuje to z twojej niezadowolonej miny. Nie musisz się tak martwić, ja mam więcej-i pokazała mu swoje 3kanapki z szynką, serem (Harry wzdrygnął się na samą myśl że musiał by zjeść ser żółty), pomidorem i ogórkiem.
-No to jemy - powiedziała Maggie.
Harry spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Przecież jesteś anorektyczką, więc nie powinnaś chcieć jeść.
-To dlatego się tu znalazłam, ale... ale teraz chce się już stąd wyrywać, jestem tu od 8 miesięcy i chcę w końcu wrócić do przyjaciół, chłopaka i rodziców - dziewczyna rozpłakała się. - Przepraszam, jestem teraz trochę za bardzo emocjonalna - powiedziała wycierając oczy i nos chusteczką.
-Dobrze że chcesz z tego wyjść - powiedziała Olivia i uśmiechnęła się do niej ciepło.
***
Stołówka powoli pustoszała, zostało już tylko kilka osób, w
tym Harry i Draco.
-Jak zaraz tego nie zjecie to siedzicie kolejne pół godziny-mówiła pielęgniarka przechodząc się po sali.
Harry popatrzył na talerz Dracona, zniknęło z niego już wszystko, teraz siedział nad szklanką soku.
"'Skoro on dał radę to ja też mogę to zjeść, on jest przeraźliwie chudy i mu się zmieściło więc on-gruby Harry-na pewno też da radę" pomyślał Gryfon. Zaczął jeść, szybko, bo chciał to jak najszybciej skończyć. Akurat tak wyszło że skończył równo z Malfoyem.
-Brawo, ja przez pierwsze 2 tygodnie nic nie jadłem i musieli zacząć karmić mnie kroplówką-zaczął Blondyn.
- Nie chciałem być gorszy od ciebie, a ty zjadłeś... - powiedział cicho Harry.
-Hahaha... Tobie zależy tylko na rywalizacji ze mną. Powiedz mi dlaczego?-zapytał ruszając w kierunku sypialni i zapraszając go gestem do pójścia za sobą.
-To nie prawda, po prostu, tylko ty masz odwagę ze mną rywalizować, a inni tylko płaszczą się przede mną. Zawsze cię za to podziwiałem - wyznał.
-Wow. Sławny Harry Potter, mnie podziwiał? Fajnie - Draco uśmiechnął się do Zbawiciela czarodziejskiego świata. - A teraz pozwolisz że cię odprowadzę- powiedział szarmancko, a Harry aż się zarumienił słysząc taki ton. Przypomiał sobie swoje myśli na terapii i teraz idąc obok Malfoya, kątem oka przyglądał mu się i zastanawiał się dlaczego on jest taki doskonały. Jego piękne, niebieskie oczy lśniły, usta-boże takie cudowne usta, różowe wargi były rozchylone lekko jakby w oczekiwaniu na pocałunek, skóra tak gładka i delikatna...
-Malfoy dlaczego jesteś taki doskonały?- zapytał się w myślach, a może i na głos, bo Draco popatrzył na niego dziwnie. -Yyy... Powiedziałem to na głos?
-Tak Gryfiaku-Ślizgon uśmiechnął się. -Miło że myślisz że jestem doskonały.
Stanęli przy drzwiach do sypialni Harrego którą znajdowała się obok sypialni Dracona. Harry położył dłoń na klamce i przez chwilę poczuł się jakby po udanej randce Draco odprowadził go pod dom. Przeżył taką sytuację w lecie kiedy był u Dursleyów jednak tamten chłopak okazał się być totalną klapą. Draco najwidoczniej też poczuł się jak po randce bo nagle pochylił się nad nim i pocałował go lekko w usta. Harry z wrażenia otworzył je trochę, a Draco uznając to za zaproszenie, pogłębił pocałunek podnosząc ręce . wkładając mu palce we włosy.
Harremu bardzo podobał się ten pocałunek i odwzajemnił go, zapominając, że był jego największy wróg przez 5 lat. Usta ślizgona smakowały sokiem pomarańczowym i miętą. Potter położył swoją dłoń na policzku blondyna gładząc jego idealną skórę. Doskonale czuł pod palcami jego piękne kości policzkowe. W końcu oderwali się od siebie. Draco popatrzył w zielone oczy Harrego. - To było... wow. Świetnie całujesz-odezwał się Gryfon, czerwieniąc się.
-Lata praktyki-zaśmiał się Draco. -Ty też nie jesteś do niczego w tych sprawach.
-Uh... Tak, dzięki- Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej o ile to było możliwe. - Ja myślę że powinniśmy iść spać, zaraz cisza nocną- powiedział chwilę potem.
-Tak, racja. To do zobaczenia jutro Harry. Dobranoc.
-Jak zaraz tego nie zjecie to siedzicie kolejne pół godziny-mówiła pielęgniarka przechodząc się po sali.
Harry popatrzył na talerz Dracona, zniknęło z niego już wszystko, teraz siedział nad szklanką soku.
"'Skoro on dał radę to ja też mogę to zjeść, on jest przeraźliwie chudy i mu się zmieściło więc on-gruby Harry-na pewno też da radę" pomyślał Gryfon. Zaczął jeść, szybko, bo chciał to jak najszybciej skończyć. Akurat tak wyszło że skończył równo z Malfoyem.
-Brawo, ja przez pierwsze 2 tygodnie nic nie jadłem i musieli zacząć karmić mnie kroplówką-zaczął Blondyn.
- Nie chciałem być gorszy od ciebie, a ty zjadłeś... - powiedział cicho Harry.
-Hahaha... Tobie zależy tylko na rywalizacji ze mną. Powiedz mi dlaczego?-zapytał ruszając w kierunku sypialni i zapraszając go gestem do pójścia za sobą.
-To nie prawda, po prostu, tylko ty masz odwagę ze mną rywalizować, a inni tylko płaszczą się przede mną. Zawsze cię za to podziwiałem - wyznał.
-Wow. Sławny Harry Potter, mnie podziwiał? Fajnie - Draco uśmiechnął się do Zbawiciela czarodziejskiego świata. - A teraz pozwolisz że cię odprowadzę- powiedział szarmancko, a Harry aż się zarumienił słysząc taki ton. Przypomiał sobie swoje myśli na terapii i teraz idąc obok Malfoya, kątem oka przyglądał mu się i zastanawiał się dlaczego on jest taki doskonały. Jego piękne, niebieskie oczy lśniły, usta-boże takie cudowne usta, różowe wargi były rozchylone lekko jakby w oczekiwaniu na pocałunek, skóra tak gładka i delikatna...
-Malfoy dlaczego jesteś taki doskonały?- zapytał się w myślach, a może i na głos, bo Draco popatrzył na niego dziwnie. -Yyy... Powiedziałem to na głos?
-Tak Gryfiaku-Ślizgon uśmiechnął się. -Miło że myślisz że jestem doskonały.
Stanęli przy drzwiach do sypialni Harrego którą znajdowała się obok sypialni Dracona. Harry położył dłoń na klamce i przez chwilę poczuł się jakby po udanej randce Draco odprowadził go pod dom. Przeżył taką sytuację w lecie kiedy był u Dursleyów jednak tamten chłopak okazał się być totalną klapą. Draco najwidoczniej też poczuł się jak po randce bo nagle pochylił się nad nim i pocałował go lekko w usta. Harry z wrażenia otworzył je trochę, a Draco uznając to za zaproszenie, pogłębił pocałunek podnosząc ręce . wkładając mu palce we włosy.
Harremu bardzo podobał się ten pocałunek i odwzajemnił go, zapominając, że był jego największy wróg przez 5 lat. Usta ślizgona smakowały sokiem pomarańczowym i miętą. Potter położył swoją dłoń na policzku blondyna gładząc jego idealną skórę. Doskonale czuł pod palcami jego piękne kości policzkowe. W końcu oderwali się od siebie. Draco popatrzył w zielone oczy Harrego. - To było... wow. Świetnie całujesz-odezwał się Gryfon, czerwieniąc się.
-Lata praktyki-zaśmiał się Draco. -Ty też nie jesteś do niczego w tych sprawach.
-Uh... Tak, dzięki- Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej o ile to było możliwe. - Ja myślę że powinniśmy iść spać, zaraz cisza nocną- powiedział chwilę potem.
-Tak, racja. To do zobaczenia jutro Harry. Dobranoc.
Harry i Draco anorektycy? To jest tak poryte, że aż miło się to czyta;) Dawaj następną część:D
OdpowiedzUsuńWpadłam na ten blog przypadkiem, ale widząc jakiej jest tematyki, prawie spadłam z łóżka ze szczęścia. Uwielbiam Drarry, a dawno nie czytałam czegoś dobrego z tego fandomu c:
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział, zapowiada się ciekawie!
http://dyferencjacja.blogspot.com/
Wooow, genialne! Podoba mi się pomysł. Oryginalny i dobrze zrealizowany ^^
OdpowiedzUsuńzaczytannej-opowiadan-ksiega.blogspot.com
Pomysł fajny, dobrze się do tego zabrałaś. Na początku brakowało mi opisów. Wyglądało to tak: Poszłam do sklepu. W sklepie kupiłam jajka. Poszłam do domu. Rozpisałaś się pod koniec, za co masz plusa.
OdpowiedzUsuńOgólnie to dostajesz 6 za pomysł i plan <3
Wyłapałam kilka błędów:
"Okna, umiejscowione po obu końcach korytarza, miały białe firanki, na parapetach stały niebieskie i białe kwiatki w plastikowych doniczkach."
Można było postawić kropkę po "firanki"
"Stanął na wadze, a Frank odczytał wskazanie, 50.16, ha! Harry wiedział że jego waga była popsuta, ważył mniej niż tam, i zapisał je na jakiejś karcie."
Tu robi się małe zamieszanie, bo wplatasz myśli bohatera do opisu sytuacji. Możesz je zamknąć w nawias, wtedy nie będą się zlewać z akcją, bo trochę łatwo się w tym pogubić. "Stanął na wadze, a Frank odczytał wskazanie (50.16, ha! Harry wiedział że jego waga była popsuta, ważył mniej niż tam) i zapisał je na jakiejś karcie."
Myślę, że w tym wypadku nawias będzie lepszy, niż przecinki, bo inaczej wychodzi na to, że "ważył mniej niż tam, i zapisał je na jakiejś karcie.
A poza tym powinno być "ważył mniej, niż tam"
Wiem, przecinki są okropne, sama mam z nimi problemy.
"-Potter, zbierz szczękę z podłogi, bo wyglądasz okropnie. Pogadamy później. Siadaj.
Jak zwykle miał jakąś odpowiedź, cholera - pomyślał po czym z konsternacją opuścił brwi i usiadł obok dziewczyny z różowymi włosami. Zamknął usta i zaczął przeklinać Ślizgona w myślach. W sali było w sumie 14 osób, 15 razem z nim. Wszyscy wyglądali na mniej, więcej w jego wieku."
Tutaj znowu mamy myśli bohatera, a do tego zmiana tematu w jednym akapicie. Polecam używania pochyłej czcionki na myśli, bądź zapisywanie ich w cudzysłowie.
Co do zmiany tematu, to polecam akapity:
""-Potter, zbierz szczękę z podłogi, bo wyglądasz okropnie. Pogadamy później. Siadaj.
Jak zwykle miał jakąś odpowiedź, cholera - pomyślał po czym z konsternacją opuścił brwi i usiadł obok dziewczyny z różowymi włosami. Zamknął usta i zaczął przeklinać Ślizgona w myślach.
[tu jest akapit] W sali było w sumie 14 osób, 15 razem z nim. Wszyscy wyglądali na mniej, więcej w jego wieku."
"Ale potem musiał pokonać Voldemorta i kiedy to już się skończyło nie myślał o żadnym związku. Ale teraz, czemu nie? -zapytał sam siebie. I myślami wrócił do sali."
znowu myśli i w dodatku niepotrzebna kropka. "zapytał sam siebie i myślami wrócił do sali."
"podnosząc ręce . wkładając mu palce we włosy." zamiast kropki mogłoby być "i"
"zaraz cisza nocną- powiedział chwilę potem." literówka. "zaraz cisza nocna"
nie, nie wymądrzam się i nie hejtuję. Takie błędy zdarzają się każdemu, często są to literówki. Też spotykam się z tym, że na moim blogu ktoś napisze "tu powinien być przecinek" i nie ma w tym nic złego.
Mam nadzieję, że pomogłam. Po poprawieniu błędów możesz usunąć komentarz, jeśli Ci przeszkadza.