piątek, 30 sierpnia 2013

"Wojny wojnami, ale ja cię kocham"

Quik wstawiła swoje pierwsze opowiadanie więc teraz moja kolej ;d oto moja miniaturka Drarry. Quik twierdzi że jest fajna. Oceńcie sami ;d
Enjoy <3



~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*


         „ Pokojowe misje mugoli w Afganistanie długo nie przynoszą żadnych rezultatów, Ministerstwo Magii zdecydowało wysłać grupę aurorów, którzy pomogą w negocjacjach. Oddział zacznie swoje zadanie w pierwszych dniach maja.

/ Specjalnie dla państwa Jimmy Boggles reporter Proroka Codziennego


***

-Dlaczego to musisz być ty? Jest wielu aurorów, którzy mogą tam jechać za ciebie!
-Harry, zgłosiłem się, więc tam pojadę.  To będzie moja ostatnia misja, tak jak się umawialiśmy.
-A jak ci się coś stanie Draco? Pomyślałeś o mnie i o Annie? 
-Co mi się może stać na misjach POKOJOWYCH, Harry i to w dodatku u mugoli? Wrócę do was zanim się obejrzycie, cały i zdrowy.
-Nie chce żebyś tam jechał! Czy moje słowa nic cię nie obchodzą?! 
-To jest ważne. Codziennie giną tam dziesiątki mugoli, trzeba temu zapobiec. Sam chciałeś żebym zaczął ich szanować, to ty nauczyłeś mnie to robić. Nie mogę teraz tego "wyłączyć". Jadę, nic na to nie poradzisz. Do zobaczenia. -Draco chwycił swoją torbę i różdżkę, po czym wyszedł z salonu. Podszedł do uchylonych drzwi pokoju Annie i zapukał.
-Mogę wejść skarbie?- zapytał i wszedł do środka.
Dziewczynka leżała na swoim łóżku i czytała książkę. Jej długie blond włosy były zaplecione w warkocz. Była bardzo podobna do Harrego kiedy był młody, chociaż oczy i włosy 'należały' do Draco. Miała już 12 lat, a Draco nadal nie mógł uwierzyć że Luna Lovegood zgodziła się urodzić im dziecko. Annie miała ich DNA, cechy zarówno charakteru jak i wyglądu dzięki nowoczesnym metodom na poczęcie dziecka. Draco podszedł do niej.
-Co się stało tato? Pokłóciłiście się? 
- Muszę wyjechać do pracy, a Harry wolałby żebym został. Chce powiedzieć ci że bardzo cię kocham i poprosić żebyś zajęła się nim kiedy będzie tego potrzebował, dobrze?
-Dobrze tato-dziewczynka uśmiechnęła się- a kiedy wrócisz?
-Niedługo, ale nie wiem kiedy dokładnie - przysunął się do niej i przytulił ją. -Do zobaczenia kochanie.
-Do zobaczenia tato.
Draco wyszedł z pokoju i jeszcze na chwilę wrócił do salonu. Podszedł do Harrego i pocałował go wplatając swoje ręce w jego włosy. Dłonie Harrego też nie próżnowały i przesuwały się po jego plecach, szyi i wielu innych miejscach.
-Kocham cię - wydyszał Draco kończąc pocałunek. - Wrócę do ciebie. Obiecuję.  



***

-Pojechał tam, Hermiono. Ja się boję że coś mu się stanie! Że nie wróci... Że zostanę sam... -Harry wypłakiwał się Hermionie. 
-Nigdy nie będziesz sam, masz mnie Rona, Blaise'a, Ginny i wielu innych przyjaciół, masz też Annie. Nie możesz pozwolić sobie na załamanie, choćby dla niej! To twoje dziecko i musi mieć w tobie oparcie, bo jej też na pewno jest ciężko bez Draco.
-Masz rację, wytrzymam, będę silny - w jego głosie można było usłyszeć pewność.



***
„ Misja pokojowa zakończona niepowodzeniem. Mieszkańcy Afganistanu zrzucili bomby na baraki żołnierzy, niestety wśród nich znalazł się też barak naszych aurorów. Wybuch był tak mocny że nie można zidentyfikować kości. Wszyscy nie żyją. Misja rozpoczęła się 3 miesiące temu. Wszyscy łączymy się w bólu z rodzinami poległych. „ /Jimmy Boogles "Prorok Codzienny"
***

-Nie żyje! On nie żyje! Dlaczego on! Mówiłem mu żeby nie jechał! Dr-Dra-Draco! - krzyczał Harry w pustym mieszkaniu, po chwili zobaczył Hermionę wychodzącą z kominka i wpadł w jej objęcia. -O...on nie, nie żyje!!! 
-Spokojne, Harry. Wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży...-szeptała Hermiona głaszcząc Harrego po głowie. -... Poradzimy sobie. Wszystko będzie dobrze....

***

Harry usłyszał pukanie do drzwi. Wytarł łzy, które pojawiły się podczas oglądania albumu ze zdjęciami jego, Draco i małej Annie. Od kiedy dowiedział się o jego śmierci, czyli jakieś dwa tygodnie temu, robił to zawsze kiedy ich córka była w szkole. 
Przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi. Zobaczył mężczyznę w garniturze z bukietem kwiatów i dopiero po chwili zobaczył że to Draco! Jego Draco!!! Rzucił się na niego i odepchnął kwiaty. Zaczął go całować, przesuwać rękami po całym jego ciele sprawdzając czy jest prawdziwy.
-Draco! Kochanie! Ja już myślałem że nigdy cię nie zobaczę! Draco! - Harry odsunął się na chwilę i przestał napastować usta i całe ciało blondyna.
-Mam dla ciebie kwiaty-powiedział Draco po chwili wachania do Harrego, wyciągając rękę z połamanym bukietem. - Trochę się połamały-Draco spróbował postawić je do pionu ale nie udało się - przepraszam.
-Boże, Draco! Nieważne kwiaty, ważne że wróciłeś! 
- Przecież obiecałem że wrócę-powiedział do Harrego po czym wciągnął go do pokoju i zamknął za nimi drzwi. Zaczął go całować, a Gryfon rękami ściągał ich ubrania. 
-Kocham kocham kocham kocham -szeptał Harry w przerwach między pocałunkami. Wciąż złączeni wpadli do sypialni i padli na łóżko. Oboje byli już pozbawieni koszulek, Harry ręką zaczął pieścić sutki Dracona, w którego ust wyrwał się przeciągły jęk.
Kiedy Gryfon odpuścił sobie usta Blondyna, zaczął pocałunkami wyznaczać wilgotną drogę w dół. Zataczał językiem kółka na sutkach, ssał je i przygryzał, Draco wił się, dyszał i jęczał pod dotykiem Harrego.
-Co...co tam się stało? -zapytał Potter głosem ochrypłym z pożądania. -Jak.. Jak udało ci się przeżyć?
-Obiecałem że wrócę-powiedział i spojrzał na niego wzrokiem jakby to była oczywista oczywistość. - Akurat wyszedłem z baraku żeby wysłać do ciebie sowę, kiedy wróciłem... wszystko było spalone. Nie miałem różdżki, więc nie mogłem się teleportować ani nic. Musiałem znaleźć angielską ambasadę i... trochę mi to zajęło. 
-Ważne że wróciłeś. J-ja tak bardzo się bałem. Nie umiem... nie chce bez ciebie żyć, byłem załamany kiedy się dowiedziałem... Ale ja... ja WIEDZIAŁEM, po prostu wiedziałem że ty nie możesz być martwy. Czułem to...-Harry opuścił w dół głowę. Draco wyciągnął rękę i delikatnie złapał go za podbródek, pochylił się nad nim i po chwili już go całował. 
Położył Harrego na plecach i ściągnął mu spodnie razem z bokserkami. Czarnowłosy podniósł biodra, aby ułatwić Ślizgonowi zsunięcie ich całkowicie. 
-Draco, zróbmy to... Teraz-wyszeptał Harry.
I zrobili to, teraz i jeszcze kilka razy później. Ich dzień, a następnie noc trwały znacznie dłużej niż zazwyczaj. Musieli przecież odrobić miesiące rozłąki. 

***

-Jesteś pewien że to dobry pomysł? -zapytał Draco. Harry poprawiał właśnie jego koszulę.
-Absolutnie, Annie padnie z zachwytu.
-Tak szczerze to właśnie tego się obawiam. Ty prawie dostałeś zawału jak mnie zobaczyłeś, no i zniszczyłeś swoje kwiatki-zaśmiał się blondyn.
-Cicho... -Harry uśmiechnął się pod nosem. - Idziemy.

***

Puk, puk...
-Proszę - zawołała JJ.
Dziewczyny z dormitorium odwróciły się w kierunku drzwi.
Kiedy otworzyły się do końca, Annie zerwała się z podłogi i podbiegła do ojca, który stał w drzwiach.
-Tato! O Merlinie, ty żyjesz! Tato, tak strasznie za tobą tęskniłam, Harry też. Kocham cię tato! Nigdy więcej nas nie zostawiaj. Proszę- mówiła cicho przytulona do niego.
-Annie, kochanie. Nigdy więcej, choćby świat miał wybuchnąć, nigdy was nie zostawię. Za bardzo was kocham.




"Czy to ciebie pragnę?"

Hej! Dopiero założyłyśmy bloga i to nasz pierwszy post :D (yay!~) Jak już zapewne wiecie z tytułu bloga, będziemy tu wstawiać nasze opowiadania o tematyce gejowskiej (jeśli ktoś nie przepada to proszę nie hejtować tylko wyjść) paringów takich jak Drarry (Draco x Harry) oraz Destiel (Dean x Castiel), a czasami też naszych własnych bohaterów :3 Dopiero zaczynamy przygodę z pisaniem, dlatego zależy nam na szczerych opiniach, a także krytyce ;) Mamy nadzieję, że miło spędzicie tu czas :D

Na początek króciutki Destiel pt. "Czy to ciebie pragnę?" ode mnie C;
Enjoy!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dean obudził się w środku nocy. Spojrzał w stronę łóżka Sama, który mocno spał chrapiąc głośno. Nic dziwnego, obaj byli strasznie zmęczeni po ostatnim polowaniu. Dean przejechał sobie dłonią po twarzy. Ostatnio często nie mógł spać z jakiegoś niewiadomego powodu. W pokoju było całkowicie ciemno. Jasne za dnia ściany pokoju hotelowego teraz były czarne. Mrok spowijał wszystko tak mocno, że ledwo można było cokolwiek dostrzec. Na dworze szalała burza i tylko od czasu do czasu pioruny oświetlały pokój białym światłem. Deszcz dudnił głośno w szyby. Wyładowania elektryczne stały się teraz jeszcze silniejsze. Dean spojrzał w stronę okna oglądając jasne błyski. Nagle rozległ się jeden głośny trzask pioruna, a pokój stał się prawie całkiem biały od piorunowego światła. Usiadł na łóżku i przymknął oczy. Gdy trzask ucichł otworzył je. Przed sobą ujrzał stojącego i gapiącego się na niego Castiela. Dean jeszcze raz przetarł oczy myśląc, że ma zwidy, jednak Castiel wciąż tam stał i wciąż się gapił. 
- Cas, to ty? - odezwał się cicho Dean, nie chcąc budzić brata. 
- Tak - odrzekł Cas krótko. 
- Co ty tu robisz? Nie miałeś czegoś do załatwienia? 
- Już to załatwiłem. 
- Okeej... Więc czemu nawiedzasz mnie w nocy? - spytał Dean marszcząc brwi. 
- Chyba wiesz czemu. - Cas podszedł krok bliżej i uśmiechnął się nonszalancko. 
- Nie, nie wiem. Oświeć mnie. - odpowiedział Dean sucho. 
- Doprawdy? Czyż nie śniłeś ostatnio o mnie? Nie marzyłeś o tym bym był dla ciebie kimś więcej niż tylko aniołem? - to mówiąc Cas zrobił kilka kroków do przodu tak, że znalazł się tuż obok siedzącego na łóżku Deana. Dean szerzej otworzył oczy ze zdziwienia. 
- A-ale to tylko sny... Zresztą skąd wiedziałeś co mi się śni? - spytał już trochę bardziej wystraszony. 
Cas uśmiechnął się w odpowiedzi. 
- Ach... Więc nie chcesz, żebym tu był? - zrobił minkę niewiniątka. 
- Eee... No chcę, ale... - Dean był coraz bardziej zagubiony w tej dziwnej sytuacji. Czy to naprawdę był Cas? I czy to wszystko działo się naprawdę? 
- Więc w czym problem? - Cas usiadł na łóżku tuż obok Deana i niespodziewanie pocałował go słodko. 
- Jeez... Cas, ja... 
- Cii... - Castiel przytknął mu palec do ust. - Wiem, że tego chcesz. Ja też tego pragnę. 
Dean ponownie otworzył usta ze zdziwienia. Zaraz jednak zamknął je w pocałunku z aniołem. Całowali się długo i namiętnie. Castiel włożył rękę we włosy Deana. Dean wkrótce zrobił to samo. Siedzieli tak ciągle złączeni ustami odrywając się na chwilę tylko po to by złapać oddech. Dean położył Casa na plecy nie odrywając się od pocałunku. Anioł z chęcią mu na to pozwolił. W końcu oderwali się od siebie. Dean leżąc na Castielu spojrzał mu w oczy z niepewnością. Nie mógł uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. 
- Dean... Chcę tego. Chcę ciebie. - powiedział anioł gładząc łowcę po policzku. 
Dean był wciąż zaskoczony obrotem spraw, jednak wiedział, że on też tego CHCE. Tak cholernie bardzo tego pragnął. 
- Ale nie możemy tutaj... Obudzimy Sama... - powiedział Dean odzyskując na chwilę zdrowy rozsądek. 
- Dean nie martw się nim. Zobacz jak mocno śpi. 
Dean kiwnął głową. Ich usta znów się złączyły. Cas mierzwił włosy kochanka, gdy ten zdejmował z niego płaszcz i koszulę, całując jego szyję. Dean rzucił część ubrań Casa na podłogę i zjechał z pocałunkami w okolice obojczyka i klatki piersiowej. Jego ręce jeździły w dół i w górę torsu anioła. W końcu zatrzymały się na jego sutkach. Dean pieścił je raz rękami, raz językiem i podgryzał je zębami, podczas gdy Cas cicho pojękiwał z rozkoszy. Łowca oderwał się na chwilę, po czym zaczął mocno całować Casa i ściągać z niego spodnie. Anioł pomógł mu w tym podnosząc trochę biodra. Dean miał na sobie tylko bokserki do spania, w których materiał już dawno opinał jego twardego członka. U Casa sytuacja wyglądała tak samo. Dean zatrzymał się jeszcze na chwilę patrząc po raz kolejny w błękit oczu Castiela. 
- Napewno tego chcesz Cas? - głos Deana zadrżał. 
- Na Boga tak! 
Nie było już żadnych wątpliwości. 

 ***

 Leżeli tak przytuleni do siebie, cali mokrzy od potu i płynu wiadomego pochodzenia. Burza za oknem nie ustawała. Sam wciąż spał. Ich oddechy mieszały się ze sobą. Cas pocałował Deana w czoło. 
- Jak było? - spytał niepewnie Dean cały czas sapiąc ze zmęczenia. 
- Cudownie... - Cas przymknął oczy i wtulił się jeszcze bardziej w ramiona kochanka. 
To wszystko było dla Deana takie dziwne... Myślał o tym jeszcze przez chwilę i spojrzał za okno. Nagle wszystko zaczęło się rozpływać. Cas, burza, pokój... Wszystko było zamglone. Dean usłyszał... budzik? Otworzył szeroko oczy. Pokój był jasny, za oknem świeciło słońce. Budzik wskazywał godzinę 8:15. Na łóżku obok siedział Sam popijając puszkę Coli i wlepiając wzrok w brata. Dean przetarł oczy i głęboko ziewnął. Na jego łóżku leżała gazetka z pornosami i kawałek nadgryzionego burgera. - Nigdy więcej porno i żarcia po nocach... - pomyślał. 
 - Jak się spało królewno? - zażartował Sam. - Musiałeś mieć niezły sen. Wierciłeś się i wzdychałeś jakbyś przeżywał najlepszą noc w swoim życiu. Ładna była ta twoja wybranka? 
Dean ogarnął co się tak właściwie dzieje i odpowiedział: 
- TAK. BARDZO ŁADNA. - uśmiechnął się lekko na wspomnienie swojej "wybranki". 
- Patrz, nawet zaśliniłeś poduszkę. 
Dean odwrócił głowę. KURWA! Rzeczywiście! Czyli, że to Cas był powodem jego bezsennych nocy? Naprawdę tego właśnie pragnął Dean? Przymknął oczy jeszcze na chwilę na wspomnienie Casa z jego snu. Ciężko oddychającego, jęczącego, wołającego jego imię Casa. Teraz już był pewien. Tym czego Dean pragnął najbardziej był Castiel. Chciał mieć anioła tylko i wyłącznie dla siebie. Chciał od Castiela czegoś więcej. Tylko czy to było wogóle możliwe?...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 No więc jest to moje pierwsze Destielowe opowiadanie także proszę o wyrozumiałość ^^'' Planuję drugą część do tego, ale zobaczymy co z tego wyjdzie.