Hej hej. Jest tu kto? xD całkiem szybko (jak na mnie) poszło mi z tym drugim rozdziałem także no... macie co czytać. Tym razem rozdział wyszedł trochę dłuższy niż poprzednio. A cóż z tego wyszło? Zobaczcie... bo ja nie wiem. Za betę ślicznie dziękuję Cyzi <3
Btw scena na końcu była właśnie pierwszym pomysłem na to opowiadanie xD
Btw scena na końcu była właśnie pierwszym pomysłem na to opowiadanie xD
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Aaaale jestem głoodny! - stwierdził Emmett, przeciągając się. Zaraz jednak zadygotał z zimna, gdy jesienny wiatr musnął jego skórę. Nic dziwnego, skoro wyszedł na dwór w krótkim rękawku... Wyciągnął z plecaka szarą bluzę z kapturem i szybko ją założył. Spojrzał na Alexa, który stał tuż obok niego. Miał na sobie ciemną kurtkę oraz jeansowe rurki lekko opinające jego zgrabne, chudziutkie nóżki.
- Idziemy na miasto coś przegryźć? Padam z głodu... - rzucił blondyn.
- Jasne, czemu nie - odrzekł Alex po chwili zastanowienia. Chyba nie zbyt często wychodził gdzieś ze znajomymi...
- Okej, co powiesz na pizzę hawajską? - spytał Emmett, oblizując się. Alex widząc ten gest, zagapił się na jego idealne usta.
- W sumie... to nigdy nie jadłem hawajskiej pizzy... - speszył się chudzielec.
- Żartujesz! - wykrzyknął Emmett ze zdziwieniem - Naprawdę? Musisz jej spróbować. Znam świetną pizzerię, jest tuż za rogiem i...
Tym sposobem spędzili razem całe popołudnie. Jak na pierwszy dzień znajomości poszło im całkiem nieźle. Podczas jedzenia pizzy znaleźli ze sobą kilka wspólnych tematów, na przykład ulubione zespoły i seriale. Oboje uwielbiali Doctora House'a, AC/DC i nie znosili romansideł twierdząc, że są już dawno przereklamowane. Podczas jednej z rozmów, dotyczącej najdziwniejszych aktorów, Emmett pierwszy raz zobaczył, jak Alex naprawdę się uśmiechnął. Ucieszył się z tego powodu, bo znaczyło to, że nie tylko on dobrze się bawi. Naprawdę polubił tego kolesia, choć tak krótko go znał. Wiedział jednak, że nie może liczyć na nic więcej niż przyjaźń, ale chwilowo mu to wystarczało.
Po skończeniu jedzenia ruszyli w stronę domu. Blondyn odprowadził kawałek nowego kolegę i wrócił do siebie. Rodziców znowu nie było, co oznaczało, że pewnie są na jakimś ważnym spotkaniu bądź delegacji i wrócą najwcześniej jutro... Emmett już dawno przestał się interesować tym co robią, więc zwyczanie się nie przejął i zajął swoimi sprawami. Odrobił szybko lekcje, wykąpał i rzucił się na kanapę by pooglądać jakiś głupawy film lecący w telewizji. Po chwili uświadomił sobie, że nawet nie wziął od Alexa numeru telefonu... No trudno, jutro go o to zapyta. Zamiast filmu zaczęły lecieć reklamy, przerywając Emmettowi oglądanie. Już zamierzał skorzystać z okazji i ruszyć do kuchni po coś do picia, gdy zawibrował jego telefon, oznajmiając, że dostał nową wiadomość. Jakby czytając mu w myślach, sms był od Alexa.
"Cześć. Mam twój numer od Allena. Zapomniałem ci podziękować za dzisiaj. Było naprawdę fajnie. Alex."
- Jakbyś nie mógł mi podziękować jutro w szkole, głupolu... - pomyślał Emmett - No, przynajmniej teraz mam twój numer.
Ponownie usiadł na kanapie i wystukał w klawiaturę:
"Nie ma za co. Poznam cię jutro z resztą osób z naszej klasy."
Już po chwili otrzymał odpowiedź:
"Ok".
Blondyn nie wiedział, czy Alex cieszył się z tego powodu czy też wolałby nie poznawać innych osób, ale na razie nie miało to dla niego znaczenia. Na ekran telewizora powrócił film. Emmett ziewnął wyraźnie znudzony. Napisał do Alexa: "Idę już spać, do zobaczenia jutro w szkole!". Wyłączył telewizor i poszedł do pokoju. Odłożył komórkę na szafkę przy łóżku, zgasił światło i szybko wślizgnął się pod kołdrę. Ledwo się położył, a telefon znów zabrzęczał.
"Dobranoc" - pokazały się literki na wyświetlaczu. Emmettowi zrobiło się jakoś dziwnie miło. Choć raczej nie powinno tak być... Alex jest po prostu dobrze wychowany i tyle. Owinął się kołdrą, wtulając głowę w poduszkę i odpisał na smsa tym samym.
***
Reszta tygodnia minęła Alexowi na poznawaniu znajomych z klasy. Z początku był nieśmiały i nie zbyt chętny do rozmów, ale dzięki Emmettowi szybko zakumplował się z kilkoma osobami. Poznał również Lily oraz resztę dziewczyn, które miło go przyjęły (zapewne wkupił się w ich łaski dzięki swojej nienagannej urodzie...). Wciąż jednak trzymał się w pobliżu Emmetta, nie chcąc odstąpić go ani na krok. Może to i słusznie, bo przecież jego tylko znał odrobinę dłużej oraz z tego, co mówił o nim jego brat. Czuł, że jeśli w tej klasie może komuś zaufać, to tym kimś będzie Emmett. Powoli odnajdywał się w nowym otoczeniu, jednakże wolał nikomu się nie narzucać (szczególnie klasowym osiłkom) i pozostawać gdzieś z boku. Rzadko rozmawiał z kimś poza Emmettem, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Było dobrze. Niczego więcej nie wymagał, ani tym bardziej się nie spodziewał.
Na piątkowym treningu Allen wyraźnie zadowolony zagadał do Emmetta.
- Hej, podobno zakolegowałeś się z Alexem - uśmiechnął się jak zwykle brązowowłosy.
- Tak, z początku myślałem, że może będzie jakimś kujonem czy coś, ale jest naprawdę spoko. Nie wiem czemu aż tak bardzo się o niego bałeś. Kilka osób z klasy też już go polubiło i wcale nie było tak tragicznie jak mówiłeś - zaśmiał się Emmett, zakładając buty.
- To dobrze. Może rzeczywiście trochę za bardzo dramatyzowałem, ale wiesz... martwię się o niego.
- Tylko pozazdrościć takiego starszego brata - rzucił blondyn i zaczął pakować swoje rzeczy do plecaka.
- Oj tam od razu pozazdrościć... Takie już z reguły jest starsze rodzeństwo - wyszczerzył się ponownie Allen i również zaczął zbierać swoje rzeczy z ławki.
- Też bym chciał mieć rodzeństwo, kurczę - powiedział Emmett z przekąsem.
- Masz mnie - starszy chłopak wstał z ławki i poczochrał blondyna po włosach. Emmett oblał się lekkim rumieńcem.
- No tak - uśmiechnął się promiennie i skończył upychać koszulkę do plecaka.
- Idziemy? - spytał Allen.
- Taa jest! - odrzekł Emmett i popędził za starszym chłopakiem w stronę wyjścia.
***
Jak w każdą sobotę, Emmett nie mając nic do roboty, wstał z łóżka dopiero w południe. Jego mama krzątała się w kuchni, a tata czytał gazetę przy stole w jadalni. Był to akurat jeden z niewielu weekendów kiedy jego rodzice byli w domu. Zaglądnął niechętnie do kuchni i poszedł do łazienki. Wziął szybki prysznic, ubrał się, a potem doczłapał do lodówki.
- Cześć kochanie - przywitała go pani Collins.
- Cześć - odparł sucho Emmett. Wyjął mleko i swoje ulubione płatki po czym zasiadł z nimi do stołu. Podczas, gdy sypał je do miski, mama wzięła z blatu swoją wcześniej zrobioną kawę i usiadła obok ojca, na przeciwko niego.
- Jak tam w szkole? - spytała pani Collins, pijąc łyk gorącej kawy.
- A od kiedy to interesuje was moja szkoła? - rzucił Emmett zgryźliwie, mieszając łyżką w płatkach. Ojciec łypnął na niego złowrogo zza gazety.
- Oj skarbie... - zaczęła ckliwie mama. Odstawiła kubek z kawą na stół - przecież wiesz, że naprawdę chcielibyśmy spędzać z tobą więcej czasu...
- To rzućcie tę cholerną pracę! - Emmett podniósł głos. Ojciec znowu wychylił nos zza gazety jakby chcąc coś powiedzieć. Powstrzymał się jednak i tylko spojrzał na syna wyraźnie zirytowany. Pani Collins westchnęła.
- Wiesz, że to niemożliwe... - posmutniała. Emmett wlepił wzrok w miskę z płatkami. Chyba trochę przesadził... - Dlatego proszę, nie kłóćmy się o to za każdym razem, gdy tylko mamy okazję porozmawiać... - nastała niezręczna cisza. Blondyn wziął do buzi kilka łyżek płatków dalej gapiąc się w stół. - Zgoda? - spytała w końcu mama głosem bliskim płaczu. Emmett kiwnął głową. - Cieszę się - uśmiechnęła się lekko - to jak ci leci w nowej szkole? Poznałeś jakieś fajne osoby? - pani Collins nieco się rozpromieniła.
- Dobrze. Jestem w klasie z kilkoma osobami z gimnazjum - z Patrickiem, Jasonem, Mikem, Lily... pewnie ich nie pamiętasz...
- Och pamiętam! Nie jestem aż tak roztrzepana. - zaszczebiotała zachęcona do rozmowy. Emmett nabrał kolejną łyżkę płatków. - A co z Lily? Nadal jesteście razem? - Pani Collins popiła kawę.
- Yhm.
- No to cudnie! Lily to taka mądra dziewczyna. Powinieneś ją jeszcze kiedyś zaprosić do nas na obiad. - mama uśmiechnęła się. Cieszyła się, że jej syn nie ma problemów.
- Poznałem też Alexa, młodszego syna Walkerów - kontynuował blondyn.
- Och! Walkerowie! Powinnam ich w końcu zaprosić na kolację! Tak dawno nie rozmawialiśmy... - Emmett skrzywił się na myśl o kolejnej nudnej kolacji... - Ale opowiadaj o tym Alexie, jakoś nigdy nie mieliśmy okazji go poznać. Zresztą to dziwne, że wy dwoje poznaliście się dopiero teraz. Mieszkacie tak blisko i w dodatku jesteście w tym samym wieku... - pani Collins pokręciła głową. - Zdaje się, że chodził do prywatnej szkoły? Może dlatego nigdy się nie spotkaliście.
- Tak. A szkoda, bo Alex jest naprawdę fajny.
- Miło mi to słyszeć. A co u jego brata, Allena? - szczebiotała mama. Emmett skończył już jeść. Jego tata słuchał całej rozmowy, nic jednak nie mówiąc i czytając rubrykę o sporcie w gazecie.
- A dobrze. Cały czas widuję się z nim na treningach.
- Pozdrów go ode mnie koniecznie!
- Yhym. - Emmett wstał od stołu i zaniósł pozostałości ze śniadania do kuchni. Nie chciał już ciągnąć tej rozmowy. Na szczęście teraz tata zajął mamę rozmową, a on mógł się w spokoju oddalić.
Wieczorem Emmett siedział w swoim pokoju i szukał jakiejś rozrywki w internecie. Nic jednak nie znalazłszy, westchnął z nudów. Nagle do jego pokoju zajrzała mama.
- Emm, wychodzimy z tatą na bankiet. Wrócimy pewnie gdzieś w nocy, więc może zaproś sobie jakiegoś kolegę? Możecie zamówić pizzę czy co tam chcecie. Zostawię ci pieniądze na stole.
- Okeeej - blondyn spojrzał na nią przez chwilę, lecz zaraz potem zniknęła za drzwiami. Zarzuciła na siebie bordowy płaszcz i prędko wyszła. Emmett westchnął i wgapił się w sufit, bujając się na obrotowym krześle przy biurku. Do kogo by tu zadzwonić? Sięgnął po komórkę i wybrał numer. Usłyszał sygnał.
- Halo? - odezwał się głos w słuchawce.
- Hej Alex, masz jakieś plany na dzisiaj? - spytał Emmett bawiąc się długopisem.
- N-nie, a co? - odpowiedział.
- Może wpadniesz do mnie? Pogramy w coś na playstation albo pooglądamy mecz czy film.
- J-jasne - słychać było zdziwiony głos Alexa. Napewno nie spodziewał się tego telefonu - tylko... nie wiem gdzie tak dokładnie mieszkasz.
- Spoko, wyjdę po ciebie. Umówmy się przy sklepiku za 10 minut.
- Ok.
Emmett przebrał się z dresów w normalne ciuchy. Założył luźniejsze, jeansowe spodnie, jasno-niebieski t-shirt z napisem: "I don't care" i granatową bluzę z kapturem. Przeczesał jeszcze ręką włosy, schował do kieszeni pieniądze leżące na stole i wyszedł zamykając za sobą drzwi na klucz. Na dworze robiło się szarawo. Słońce chowało się za drzewami i tylko pojedyncze promyki oświetlały ponure ulice. Emmett doszedł do sklepiku i oparł się o murek obok, wypatrując Alexa. Nie czekał długo, bo już po chwili zza zakrętu wyszedł niski, chudy chłopaczek z ciemnymi włosami. Miał na sobie czarne rurki i szarą bluzę, które wisiały na nim, jak gdyby były o rozmiar za duże.
- Hej! - przywitał się Emmett z uśmiechem na ustach.
- Cześć! - Alex odwzajemnił uśmiech.
- Musimy jeszcze wstąpić do sklepu po coś do żarcia. Jesteś głodny? - spytał blondyn.
- Nie, nie. Jadłem w domu - uśmiechnął się brunet ciepło.
- Okej, to weźmiemy tylko jakieś słodycze - powiedział Emmett, wchodząc do sklepu. Alex podążył za nim.
Po zrobieniu zakupów wrócili do domu Emmetta. Blondyn wszedł pierwszy i zapalił światło w przedpokoju. Rzucił klucze na stolik stojący pod ścianą. Rozpiął swoją granatową bluzę, a buty rzucił gdzieś w kąt.
- Rozgość się - uśmiechnął się do zielonookiego. Alex grzecznie ściągnął trampki i postawił je po boku. Weszli do salonu. Brązowowłosy rozglądał się uważnie po pomieszczeniu.
- Nie ma twoich rodziców? - spytał chudzielec.
- Nie, wyszli gdzieś. Poczekaj tylko odłożę rzeczy do kuchni. Możesz iść do mojego pokoju, to ten pierwszy po prawej.
Alex skinął głową i poszedł. Pokój Emmetta był całkiem duży, ale przytulny. Na jasnych ścianach wisiały plakaty różnych zespołów, a na drewnianej podłodze był położony dywan. Po lewej stronie pokoju stało duże łóżko, a obok szafa, zaś po prawej stronie było biurko. W pokoju znajdowało się też wyjście na taras oraz komoda, na której stał średniej wielkości telewizor z podłączonym playstation. Jego pokój był ciut większy niż pokój Alexa. Brązowowłosy usiadł na podłodze przed telewizorem i zaczął przeglądać wzrokiem pokaźną kolekcję gier i płyt CD. Do pokoju wszedł Emmett z butelką pepsi, dwoma szklankami i chrupkami. Położył wszystko na stoliku obok łóżka i podał Alexowi szklankę.
- Masz niezłą kolekcję gier i płyt. Dwa razy większą niż moja - uśmiechnął się brunet, podpierając się z tyłu rękoma. Widać było, że czuł się już nieco pewniej w towarzystwie nowego kumpla niż kilka dni temu.
- No trochę się tego nazbierało - przyznał Emmett i usiadł koło niego.
- A nie spotykasz się dziś z Lily? - spytał Alex.
- Nie, ona w soboty zawsze ma jakieś zajęcia, więc widujemy się w niedziele. - odpowiedział drugi chłopak krążąc myślami zupełnie gdzie indziej.
- Aha...
- Ty też powinieneś znaleźć sobie jakąś dziewczynę - puścił mu oko.
- A no tak... powinienem... Możemy pograć w Borderlands na dwa pady?
- Jasne - uśmiechnął się blondyn sięgając po płytę.
Już po chwili na ekranie telewizora pokazał się napis "loading..." a z głośników rozległy się odgłosy z gry. Podczas grania wspólnie zajadali chrupki i dobrze się przy tym bawili. To było tak jakby znali się od dawna. Lubili te same gry, muzykę... Obaj szybko odnaleźli się w swoim towarzystwie już pierwszego dnia znajomości. Mijały minuty, gra posuwała się coraz dalej, a w misce... został ostatni chrupek! Widząc to obaj rzucili się do ataku by go zdobyć. Alex miał przewagę będąc bliżej miski, ale podpierał się tylko na jednej nodze przez co na chwilę stracił równowagę i... łupnął na ziemię, omal nie przewracając stojących niedaleko szklanek. Emmett wywalił się wprost na niego. Alex czuł na policzku delikatny oddech chłopaka. Nie poruszył się ani o milimetr. Przez chwilę ich twarze znalazły się tak blisko... Zbyt blisko. Blondyn zerwał się natychmiast i usiadł obok, odwracając głowę tak, by Alex nie widział jego zarumienionej twarzy. Następne kilka minut nic nie mówili, aż w końcu odezwał się Emmett.
- Eee... przepraszam. Mam jeszcze jakieś chipsy w szafce, zaraz przyniosę. - wstał i chwiejnym krokiem poszedł do kuchni. Alex z głową spuszczoną ku podłodze podążył za nim wzrokiem. Emmett wyjął z szafki kolejną paczkę i przetarł sobie twarz ręką. Co on do cholery wyprawia?... Jeszcze chwila i by nie wytrzymał! Wziął głęboki oddech i wrócił do pokoju jak gdyby nigdy nic. Brązowowłosy siedział już normalnie, patrząc w stronę ekranu. Obrócił głowę w kierunku blondyna.
- Wracamy do gry? - spytał, lekko się uśmiechając jakby między nimi nic nie zaszło. W sumie dla Emmetta to nawet lepiej.
- Okej - wysypał chipsy do miski i wznowił grę.
Grali do późnego wieczora, a w sumie dopóki nie zadzwoniła mama Alexa, prosząc, by wrócił już do domu. Rozstali się przy sklepiku, skąd brązowowłosy sam poczłapał do siebie. Oboje postanowili po prostu zachowywać się normalnie, w końcu nic się nie stało. Tym sposobem miło spędzili razem sobotni wieczór.
***
Przez kolejne tygodnie szkoły często spotykali się razem po lekcjach, gdy tylko Emmett nie musiał widywać się z Lily, a Alex pomagać w domu. Blondyn pokazał chłopakowi wejście na dach szkoły, gdzie zawsze łazili na dłuższych przerwach, a czasami spotykali się też po zajęciach. To miejsce stało się jakby ich kryjówką przed resztą świata, bo tylko oni je znali. Stali się sobie bliscy jak przyjaciele. Alex bliżej poznał też inne osoby z klasy i prawdopodobnie spodobał się Isabell, która często z nim rozmawiała. Nawet ją polubił. Miała rude włosy i była naprawdę zabawną i miłą dziewczyną. Wszystko układało się tak jak powinno. Przynajmniej do czasu.
Któregoś dnia na w-f Emmett spojrzał ukradkiem w stronę przebierającego się Alexa. Podziwiał jego boskie, chude ramiona i klatkę piersiową i zauważył coś dziwnego. Na jego brzuchu widniały jakieś blizny. Czyżby wcześniej ich nie zauważył? Może jak był mały miał jakąś operację i po tym te dziary? Ale że wcześniej tego nie spostrzegł? Dziwne. W tej chwili Alex również obrócił głowę w jego stronę czując jakby blondyn się na niego gapił. Emmett momentalnie się odwrócił i wsadził łeb do szafki udając, że czegoś w niej szuka. Chudzielec założył koszulkę. Pewnie mu się zdawało.
To nie był jednak koniec niespodzianek dla Emmetta. Pewnej środy Alex przyszedł do szkoły wyraźnie przybity. Gdy przypadkiem podwinął rękaw bluzy na ręce widać było bandaż. Spytany co mu się stało odpowiedział, że zwyczajnie obtarł się przy przechodzeniu przez płot. Ale chwila chwila... Gdzie i w jakim celu on mógł przechodzić przez płot? Coś mu tu nie grało... Na długiej przerwie Emmett zaciągnął Alexa do toalety. Upewnił się, że są sami i jak gdyby nigdy nic podwinął jego rękaw. Alex od razu zabrał rękę.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknął spanikowany.
- Co tak naprawdę stało ci się w rękę?! - spytał blondyn zdenerwowany.
- Mówiłem, że się obtarłem jak przechodziłem przez płot! - Alexowi szkliły się oczy.
- Nie wierzę! Pokaż! - Emmett znów złapał go za rękę. Chudzielec syknął lekko z bólu.
- Nie! - próbował się wyrwać, jednak blondyn okazał się silniejszy. Zdjął bandaż i ujrzał kilka ran ciętych na przedramieniu i nadgarstkach. Coś go ukuło w środku. Nie chciał wierzyć własnym oczom, ale niestety to była prawda...
- Dlaczego... dlaczego to zrobiłeś? - Emmett puścił jego rękę i spytał spokojnie patrząc błagalnym wzrokiem.
- Bo tak! - Alex się rozpłakał. Blondyn chciał do niego podejść, ale ten wybiegł z toalety i popędził korytarzem Bóg wie gdzie. Nie miał siły już za nim biec.
Tak jak Emmett się spodziewał, Alex nie pojawił się na reszcie lekcji. Nie pojawił się również następnego dnia i następnego... Blondyn wydzwaniał do niego cały czas, jednak ten nie odbierał telefonu ani nie odpisywał na smsy. W końcu zaczął się trochę o niego martwić... Cały czas miał poczucie winy, to przez niego Alex wybiegł z płaczem... Nie wiadomo co się z nim teraz działo. W sobotę Emmett chciał się przejść do jego domu i zobaczyć czy tam jest. Robiło się już szarawo, gdy chciał wychodzić, ale nagle zadzwonił jego telefon. Spojrzał na ekran. Sms. Od Alexa.
- Nie dałem rady... Przepraszam, to koniec. Dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. - głosiła treść smsa. Co do cholery?! Czy on chce... Nie! Czym prędzej wybrał jego numer. Nie odbierał. Zadzwonił, więc do Allena.
- Emmett? - odezwał się głos w słuchawce.
- Czy Alex jest w domu?! - spytał szybko Emmett podenerwowany.
- Nie, niedawno wyszedł.
- A mówił gdzie?!
- Powiedział, że idzie do szkoły spotkać się z tobą, bo robicie jakiś projekt. Coś się stało? - No tak, szkoła jest otwarta w weekendy. Czyżby był tam?
- Niee, nieważne po prostu muszę go znaleźć. Dzięki! - Emmett rozłączył się zanim Allen zdążył cokolwiek powiedzieć.
Wybiegł z domu jak oparzony i biegiem ruszył w kierunku szkoły. Mijał ulice najszybciej jak potrafił, nie oglądając się za siebie, aż w końcu trafił pod drzwi wejściowe liceum. Wpadł do środka z impetem i popędził po schodach na górę. Dobiegł na ostatnie piętro, do końca korytarza i zobaczył otwarte drzwi na dach. Ruszył w ich kierunku. Ujrzał Alexa stojącego za barierką, który patrzył się w dół, jakby miał za chwilę skoczyć i raz na zawsze zakończyć swój żywot. Emmett podbiegł w jego kierunku, jednak zatrzymał się kilka kroków przed nim, nie chcąc go prowokować.
- Alex co ty wyprawiasz?! Oszalałeś?! Złaź stamtąd natychmiast! - Blondyn zaczął się na niego wydzierać bliski płaczu. To jego wina. Nie powinien był wtedy siłą zdejmować mu ten pieprzony bandaż! Alex odwrócił do niego głowę, chyba dopiero teraz go zauważając. Wiatr rozwiewał jego ciemne włosy, odkrywając wystraszoną, zrozpaczoną twarz chłopaka. - Dlaczego chcesz to zrobić?!
Brązowowłosy spuścił głowę. Przez chwilę stał cicho, po czym rozbeczał się jak dziecko.
- Alex!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taa... i to by było na tyle w tym rozdziale xD No i jak pewnie już zauważyliście komentarze od autorów na początku i końcu opowiadań będą innym kolorami (moje jasno czerwonym, a Karolajn jasno fioletowym)
Wogóle co tu się dzieje?... Ja piszę o samobójstwie, Karolajn o anoreksji... Może powinnyśmy się wybrać do psychologa? ;_;
Wogóle co tu się dzieje?... Ja piszę o samobójstwie, Karolajn o anoreksji... Może powinnyśmy się wybrać do psychologa? ;_;
"- W sumie... to nigdy nie jadłem hawajskiej pizzy... - speszył się chudzielec.
OdpowiedzUsuń- Żartujesz!" Ja też nigdy nie jadłam, oprócz robionej takiej w domu. XP
Post powalający na kolana. *.* Naprawdę, super. :3
A ja wiem, co będzie dalej. ^^
ty siedź cicho xd i tak nie wiesz wszystkiego ;> nikt nie wie... nawet ja >.>
UsuńEch tam ;) Dla mnie przejrzenie takiego tekstu to właściwie czysta przyjemność ;) Chętnie wyrwę się spod hetero-formy :D
OdpowiedzUsuńRozdział mi się podobał, nie spodziewałam się, że to opowiadanie nabierze takiego charakteru. Jeśli zaś chodzi o bohaterów; Alex przypomina mi moją koleżankę, za to Emmett wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą. Naprawdę ciekawie go kreujesz, niby jest główną postacią, ale pozostaje w pewien sposób w cieniu i ciągle jest obserwatorem wydarzeń - sprytnie, naprawdę mi się podoba. ;)
A pizzy hawajskiej też nigdy nie jadłam :D
Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na kolejne wpisy, a przy ich tworzeniu zastosujesz garść moich upierdliwych porad ;D
Ściskam ;*
Bo się zarumienię XD dzięki bardzo za wszystko ^^ Rozdział postaram się szybko napisać, ale to zalezy od czasu, ktorego zazwyczaj mam malo ;_;
UsuńZdecydowanie psycholog byłby dobrym rozwiązaniem xD + skoro wszyscy się przyznają - to ja też nigdy nie jadłam pizzy hawajskiej ;P
OdpowiedzUsuńno co wy ludzie ;_; przecież pizza hawajska jest najczęściej kupowaną zaraz po margaricie i pepperoni...
UsuńWybacz, lecz nie wszyscy stołują się w pizzeri. xDDD
UsuńNo wybacz ja też chodze do pizzeri raz na ruski rok, ale żeby nie spróbować hawajskiej chociazby od kogos?... Dobra zostawmy ten temat bo to głupie xD
UsuńFind the best slot machines for US - DRMCD
OdpowiedzUsuńHere are the best slot machine brands 군산 출장마사지 for 충청북도 출장마사지 US. · 1. 공주 출장안마 Red Dog – Best Overall · 2. BigSpin Casino 김포 출장안마 – Best for Blackjack · 삼척 출장마사지 3. Microgaming – Best