Długo wyczekiwana Anorexia wreszcie została zakończona i przepisana xD Mam nadzieję, że nie jest to taki totalny gniot za jaki ja ją uważam ;> Dedyk dla Quik, bo to ona zmuszała mnie do przepisywania tego na kompa xD
Tak! Całujcie stopy zbawcy, bo gdyby nie ja, to Karolajn nigdy by nie wstawiła tego rozdziału!
Już mykam, nie bij >.>
Enjoy ^^
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego dnia Harry obudził się, bo ktoś wyraźnie pukał do jego pokoju. Wstał z łóżka, nałożył na siebie okulary i spróbował okiełznać swoja fryzurę. Włosy jednak nie były chętne do współpracy, więc po próbie uczesania się, grzebień utkwił mu na głowie.
Harry machnął na to ręką i podszedł do drzwi, aby je otworzyć. Zobaczył za nimi Bethany i stanął bokiem, żeby nie zauważyła plastiku wystającego mu z włosów.
-Dzień dobry Harry! – powiedziała radośnie po czym wręczyła mu jakąś kartkę. –Oto twój dzisiejszy plan lekcji.
Harry rzucił okiem na nazwy przedmiotów i zamarł ze zdziwienia kiedy zamiast zwykłych zajęć Hogwardzkich ujrzał matematykę, angielski, geografię, fizykę i inne dziwne przedmioty.
- Yyy… Fizyka ? Mam lekcje FIZYKI ? – zapytał, elokwentnie otwierając usta za zdumnienia.
-Tak. To normalne – powiedziała Bethany przyglądając mu się uważnie. – W poprzedniej szkole właśnie takie miałeś zajęcia…
I wtedy Harry załapał. Jest przecież w mugolskim ośrodku, więc nikt tu nie słyszał o transmutacji czy eliksirach. A każdy mugolski nastolatek chodzi do mugolskiej szkoły i uczy się czegoś mugolskiego.
Kiedy on chodził jeszcze do podstawówki i nie wiedział, że jest czarodziejem też miał takie dziwne zajęcia.
-Ach... No tak... - powiedział szybko - proszę mi wybaczyć jestem jeszcze zaspany i to dlatego... - próbował się tlumaczyć.
-Oczywiście, nic się nie stało – Bethy przestała mierzyć go wzrokiem i znów uśmiechnęła się. - Dziś zaczynasz od 10.00 angielskim z panią Nett. Sale lekcyjne są na parterze, musisz iść tamtym korytarzem, tam są cztery pary drzwi. Angielski masz w 3. Jeżeli nie będziesz mógł trafić to zapytaj któregoś z pacjentów, albo kogoś z personelu, dobrze?
-Tak. Dziękuję za te wszystkie informacje - tym razem to Harry się uśmiechnął. - Miłego dnia- powiedział, kiedy odwróciła się i miała zamiar odejść.
- Dziękuje chłopcze, nawzajem. Mam nadzieję, że szybko uda ci się tu odnaleźć- powiedziała i odeszła, a Harry zamknął drzwi.
Zaraz potem znów podjął próbę wyciągnięcia zaplątanego grzebienia z włosów, ale dziad trzymał się mocno. Harry westchnął i zaczął się ubierać. Założył ciemnoniebieskie jeansy i zwykłą koszulkę w białe i granatowe paski. Kiedy już się ubrał i spojrzał na zegarek, zauważył, że jest już 8.45, czyli musi być na śniadaniu za 15 minut. Już miał wychodzić, kiedy znów usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je i zobaczył Dracona.
-Zdajesz sobie sprawę, że z włosów, o ile można tak nazwać tą szopę, wystaje grzebień? - zapytał patrząc na niego z podniesionymi brwiami.- I wiesz, że masz właśnie bardzo głupią minę?
-Hmpf… Tak Draco… Wiem o tym, ale nie umiem go stamtąd wyciągnąć - powiedział zażenowany Harry.
Blondyn roześmiał się słysząc te słowa i ton czarnowłosego, a potem z uśmiechem na ustach zapytał:
-Ty, Chłopiec, który przeżył i skopał Czarnemu Panu tyłek więcej niż raz, nie potrafisz się sam uczesać? Chodź no tu, pomogę Ci, znaj moją łaskę.
-Pff… - sapnął okularnik, ale posłusznie usiadł na łóżku, żeby Draco miał łatwiejszy dostęp do jego czupryny. Chwilę później poczuł na głowie delikatne dłonie Ślizgona. Ciało Harrego, nie wiadomo dlaczego, przeszedł przyjemny dreszcz, kiedy blondyn próbował wyplątać grzebień z jego włosów. Przeciągał jeden kosmyk za drugim i szczotka powoli zaczynała odpuszczać.
-Powiedz jak będę cię szarpać - powiedział Draco od nowa rozczesując czarną szopę. Jednak robił to tak umiejętnie, że Harry nie miał zastrzeżeń. Kiedy w końcu skończył szybko pobiegli razem na stołówkę.
********
-Jaki przedmiot masz pierwszy ? - zapytał Draco, kiedy wychodzili ze stołówki. - Ja angielski z Nett.
-Ja też! - ucieszył się Harry. - A tak w ogóle, to jak sobie radzisz z tymi wszystkimi „normalnymi” lekcjami? Przecież jesteś czystej krwi, więc o matematyce chyba nigdy nie słyszałeś..?
-WŁAŚNIE dlatego, że jestem arystokratą czystej krwi, mój ojciec postarał się, żebym był wszechstronnie wykształcony – zaczął Malfoy swoim głosem mówiącym "i tak jestem lepszy od ciebie" - Zanim dostałem list z Hogwartu przez Malfoy Manor przewinęło się mnóstwo profesorów. Kiedyś nawet miałem lekcję fizyki, ale nie szło mi z nią zbyt dobrze, zresztą tak samo jest teraz, więc wyrzuciłem nauczyciela.. albo kilku... - uśmiechnął się na wspomnienie swoich zapewne niecnych czynów. - Merlinie, kto wymyślił coś takiego? Mam ogromną ochotę, żeby cofnąć się w czasie i skopać tej osobie tyłek! Ale teraz może chodźmy już na lekcje, bo Nott jest gorsza od McGonagall kiedy się wkurzy.
Więc już po chwili obaj chłopcy siedzieli już razem w sali.
**********
-Nie sądziłem, że nawet na mugolskich lekcjach jesteś taki aktywny – stwierdził Harry, kiedy po lekcji angielskiego wyszli z sali. - Mimo, że to ja wychowałem się u mugoli, to ty wiesz o wiele więcej ode mnie.
Draco popatrzył na niego zadowolonym wzrokiem.
-To było jasne, zawsze jestem od ciebie lepszy – powiedział pokazując mu język.
-No to chyba nie pamiętasz już naszych meczy Quidittcha – zaśmiał się czarnowłosy.
- A co to jest Kłiditcha ? - zapytała Olivia, która nagle pojawiła się przy nich.
- Yyy... Olie, podsłuchujesz nas? - zapytał Draco szybko usiłując wymyślić co to jest Quiditch.
- No wiesz, ktoś musi was pilnować – powiedziała niewinnie. - Nigdy nie wiadomo, jakie mroczne pomysły czają się w twojej jasnej blond łepetynie. Jeszcze będziesz chciał zniszczyć niewinność naszego Harrego – powiedziała śmiejąc się.
- Niewinność ?- zdziwił się Harry. - Draco ? Ale, że co? - zapytał patrząc się niepewnie to na Olivię, to na Draco.
- Drużyna piłkarska! - wykrzyknął nagle blondyn patrząc na dzieczynę – Quidditch to drużyna piłkarska, w której kiedyś graliśmy razem z Harrym – powiedział tryumfalnie.
- Drużyna powiadasz? A czy to nie ty przypadkiem wzbraniałeś się przed grą w piłkę, twierdząc, że cytuję " jesteś arystokratą i nie masz zamiaru grać z tą biedotą"?
Harry parsknął śmiechem i popatrzył radośnie na Dracona.
-Pff... To było dawno. A poza tym to... nie byłem ja! - bronił się, a kiedy Olivia miała zamiar protestować rzucił jeszcze – nie wgłębiaj się kobieto. - Po czym chwycił śmiejącego się Harrego i pociągnął na następną lekcję.
************
-A więc Harry, chcesz mi w końcu coś o sobie opowiedzieć? - to była kolejna terapia indywidualna, na której się nie odzywał.
Harry jakoś jak zwykle nie odczuwał większej chęci uzewnętrzniania się przed obcą osobą. Rozmowy z Draco mu wystarczały, a nawet pomagały.
-Dobrze... Tematem naszej dzisiejszej rozmowy, a raczej mojego monologu, będzie to jak sam siebie postrzegasz. - Johanna podała mu kartkę papieru – czy mógłbyś narysować tutaj siebie ?
Harry wziął do ręki ołówek i zaczął rysować. Okrągła głowa, duży, okrągły brzuch, ręce i nogi jak u ludzika patyczaka.
Teraz się zacznie - pomyślał - "Dlaczego tak siebie postrzegasz? Przecież jesteś przeraźliwie chudy!", "Chyba dobrze wiesz, że tak nie wyglądasz" i tak dalej...
Na szczęście kobieta pokiwała tylko głową i podsunęła mu następną kartkę.
-A teraz możesz narysować siebie, ale takiego jaki jesteś w swoich marzeniach.
Harry zastanowił się chwilkę. W marzeniach jest on, chudy, a obok niego Draco. I oboje są szeroko uśmiechnięci. Ale tego nie może narysować. Dlatego na kartce pojawia się uśmiechnięty patyczak. Jego brzuch to chuda kreska.
-Dobrze... myślę, że na dzisiaj możemy już skończyć. Dziękuję że dzisiaj zacząłeś choć trochę ze mną współpracować. Do widzenia Harry.
***********
Kilka dni minęło i Harry zdążył już wejść w szpitalny rytm.
Codziennie rano Draco przychodził po niego i razem szli na śniadanie, potem każdy z nich szedł na lekcje. Czasami mieli lekcje razem i wtedy zawsze siadali w jednej ławce. Podczas nudnych lekcji i na przerwach rozmawiali ze sobą i czasami dołączała się Olivia albo jakiś inny członek oddziału. Jak zwykle trzeba było zjadać wszystko z talerza, a Harry często znajdował sposób, żeby coś schować do kieszeni i nie zjadać tak dużo. Jego waga nie podnosiła się zbytnio, więc lekarze kręcili zasmuceni głowami po każdym ważeniu.
Harry był z siebie zadowolony, że mimo takiego rygoru udaje mu się zmylić wroga. Czasami czuł się słabo, ale za każdym razem Draco zauważał, że Harry blednie i prowadził go wtedy do pokoju. Zostawał z nim, przynosił mu szklankę wody. Draco też czasami nie czuł się najlepiej i wtedy znikał w swoim pokoju na kilka godzin i nie pozwalał wchodzić Harremu do środka.
Za każdym razem, gdy blondyn opuszczał Harrego, ten szedł do siebie i czekał, aż Draco po niego przyjdzie. I tak mijały dni, jesień stawała się coraz zimniejsza i większość liści już pospadało.
Pewnego popołudnia siedząc w sali telewizyjnej, Draco wygrażał Nicoli, która siedziała przed ekranem i oglądała jakąś komedię romantyczną.
Harry starał się uspokoić go i zaciągnął go w kąt sali, żeby z nim porozmawiać.
-Draaaacoo ! Już wystarczyyyyy.... Zejdź z niej, przecież jak się uparła to nie zmieni zdania, żeby po prostu zrobić ci na złość. Przecież znasz ją!
-Argh..! Dobra, teraz się uspokoję, ale ja jej tego nie odpuszczę ! - ostatnie zdanie niemal wykrzyczał, żeby dziewczyna go usłyszała.
Jej reakcja była zaskakująco żywiołowa, bo tylko leniwie podniosła rękę nad kanapę z poniesionym do góry środkowym palcem. W tym momencie Harry na prawdę musiał użyć całej swojej siły, by powstrzymać Dracona przed rzuceniem się na nią.
-Malfoy! A nie możemy po prostu porozmawiać? Jak zawsze? - zapytał i blondyn zgodził się kiedy tylko spojrzał w te szmaragdowo zielone oczy. Rozmawiali więc o wszystkim i o niczym i nagle dyskusja zeszła na opowieści o ich dzieciństwie.
-Moi rodzice przywiązują bardzo dużą uwagę do wykształcenia swojego potomka. Przez to moje dzieciństwo nie było zbyt ciekawe i fajne - powiedział blondyn z nutką smutku w w głosie. - Cieszyłem się tylko kiedy matka czytała mi bajki na wieczór. Niestety kiedy skończyłem 7 lat nie było już więcej bajek, bo byłem już "dużym chłopcem"...
Harry popatrzył się na niego ze smutkiem i powiedział cicho:
- Jak byłem mały to mieszkałem w komórce pod schodami, a mój wuj zamykał mnie tam bez jedzenia jeżeli coś przeskrobałem, albo wokół mnie działy się dziwne rzeczy. Oni wszyscy.. nie tolerują magii... A wokół mnie działy się różne niewytłumaczalne rzeczy, dlatego często byłem przez nich karany...
Draco patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Nie martw się - Harry uśmiechnął się kącikami ust. - Można było się przezwyczaić. Ale to właśnie dlatego nie wracam do domu na święta tylko zostaję w zamku. I to tak naprawdę dlatego się tu znalazłem.
- Jeżeli nie chcesz tam wracać to zapraszam do mnie... nie chcę znowu spędzać świąt samotnie. A wiele moich rezydencji stoi pustych. Miło by było spędzić święta z kimś, kogo się naprawdę lubi. O ile uda nam się wyjść... - powiedział i uśmiechnął się ze smutkiem.
Harremu nie umknęło to, że blondyn wspomniał, ze go lubi,
********
-Wszyscy już są? - zapytała Johanna, rozpoczynając terapię grupową. - Dobrze. Czy jest coś o czy chcielibyście porozmawiać?
Cisza. Zresztą jak zwykle.
-A więc to ja rzucę temat i chwile o nim pogadamy. Dlaczego nie akceptujemy siebie? Ktoś chciałby zacząć?
Zgłosił się David.
-Ludzie nie chcą siebie akceptować, przez swoje wady. Boją się ich i myślą, że nikt ich przez nie nie polubi. Dlatego łatwiej jest zamknąć się w sobie, nie dopuszczać innych do siebie i nie akceptować samego siebie.
-Nie akceptujemy siebie przez swoje wady... Dobrze David. Ale dlaczego nie wyjdziemy do innych i nie przekonamy się czy naszych wad nie da się zaakceptować?
-Bo boimy się odrzucenia. Jak już powiedział David, kiedy jesteśmy przytłoczeni rzeczywistością, boimy się tak naprawdę wszystkiego, ale najbardziej odrzucenia.
*********
Przez kilkanaście tygodni spędzonych ze Ślizgonem bardzo się do siebie zbliżyli. Harry nie mógł uwierzyć, że w szkole nie kolegowali się, bo teraz doskonale im się ze sobą rozmawiało, często się śmiali i prawie wszystko robili razem. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że w pierwszej klasie bez zastanowienia odrzucił jego przyjaźń. Cieszył się na każde spotkanie, choćby króciutkie z Draco, jednak dalej pamiętał o przyjaciołach z Gryffindoru. Zastanawiał się, czy wiedzą gdzie wylądował i czy się o niego martwią. Postanowił napisać sowę do Hermiony, ale nie miał pojęcia jak to zrobić, skoro nie ma przy nim Hedwigi i wokół są sami mugole. W końcu zdecydował, że zapyta Draco co zrobić, żeby skontaktować się z kimś z Hogartu.
-To całkiem proste, wystarczy, że napiszesz list i oddasz go pielęgniarce, mówiąc, że to do dyrektora twojej szkoły. Oni wtedy wysyłają list na mugolski adres kontaktowy naszej szkoły, z którego ktoś wysyła sowę z twoim listem do Hogwartu. Tak samo jest kiedy mugole chcę się skontaktować że swoim dzieckiem, które chodzi do Hogwartu. Nie wiedziałeś ?
-Nie?- bardziej zapytał niż powiedział Harry, nie chcąc, by Draco znów miał satysfakcję, że wie więcej od niego. - Ale skąd ty to wiesz? - zdziwił się czarnowłosy.
-Ja wiem wszystko – powiedział tylko Malfoy. - Chodź, napiszesz sobie ten list, ale może najpierw znajdziemy ci jakiś papier. Wiesz dlaczego nie mamy go w pokojach? - popatrzyła na Harrego i roześmiał się. - Oczywiście, że nie wiesz. Tylko ja wiem wszystko. Niedawno była tu taka dziewczyna, nazywała się Diana i cięła się wszystkim czym się dało. W tym i kartkami. Dlatego teraz można dostać papier od pielęgniarek jeżeli nie jesteś samookaleczającym się. A oni mogą coś robić z papierem pod nadzorem. Niby taką kartką nie można sobie wiele zrobić, ale im daje ulgę nawet takie małe coś. Bo większych możliwości raczej nie mają, a raczej nie mieli...
Zycie na oddziale jest dziwne – pomyślał Harry.
*********
Droga Hermiono !
Chciałem tylko napisać, że u mnie wszystko w porządku. Jestem w mugolskim ośrodku. Nie zgadniesz, kto też tu jest... Draco Malfoy ! Okazuje się, że nie jest taki zły jak myślałem. Jest dobrze. Pozdrów Rona w twoim następnym licie do niego. I nie pisz mu o mnie, nie chcę, żeby się martwił.
Harry
-Dobra, możemy wysyłać – zarządził Harry kiedy włożył list do koperty. - Draco? - Harry obejrzał sie i zobaczył blondyna siedzącego na krześle z twarzą bladą jak kartka papieru. -Draco ! - zawołał i podbiegł do niego.
-Nic mi nie jest... Zaraz będzie dobrze, idź oddaj ten list pielęgniarce, a ja zaczekam tu w pokoju. - powiedział cicho i spróbował odepchnąć Harrego w stronę drzwi.
-Nic ci nie jest! Draco! Nawet nie próbuj udawać. Masz -wcisnął mu w rękę czekoladkę, którą każdy dostawał do obiadu, a której Harry oczywiście nie zjadł. - Masz to zjeść. Słyszysz? Jak tu zaraz wrócę to to ma być zjedzone.
Draco pokiwał głową i podniósł rękę do ust.
-Zaraz tu wracam – rzucił Harry i pobiegł do kuchni po szklankę wody.
**********
Żeby tylko nic mu się nie stało. Żeby tylko nic mu się nie stało. Żeby tylko nic mu się nie stało - powtarzał w swojej głowie Harry biegnąc z wodą do pokoju Draco. Pokonał schody w ekspresowym tempie, dobiegł do drzwi i otworzył je jak najszybciej.
-Pomocy! Błagam niech ktoś tu przyjdzie! - zawołał widząc blondyna leżącego na podłodze. Ukląkł obok niego i sprawdził mu puls. Był ledwo wyczuwalny.
-Pomocy! - zawołał znowu i z odrobiną ulgi przywitał szybkie kroki na korytarzu. Po chwili do sali weszła pielęgniarka Bethany, błyskawicznie oceniła sytuację i zawołała w głąb korytarza :
-Wózek do 14, nieprzytomny anorektyk.
Odsunęła Harrego od blondyna, a chwilę później inna pielęgniarka wyprowadziła gryfona z pokoju.
-Chłopcze! Chcesz żebyśmy mu pomogli? - Harry popatrzył na nią nieprzytomnym wzrokiem i pokiwał głową. - Tak? Więc zostaw go teraz pod naszą opieką. Jest bezpieczny - powiedziała na.zakończenie i weszła do pokoju Dracona.
Czarnowłosy stanął pod ścianą, a po chwili osunął się po niej na ziemię. Zauważył, że ma mokre policzki, ale nie mógł.sobie przypomnieć kiedy zaczął płakać. -A tak właściwie to dlaczego zaczął płakać? Przecież Draco Malfoy to jego wróg - powiedział do siebie w myślach, ale od razu wiedział, że to już nie jest prawda. Że od początku pobytu tutaj stali się dla siebie kimś zupełnie innym... Nagle drzwi do pokoju Dracona otworzyły się i opieka szpitalna wywiozła go na kozetce. Kiedy tylko Harry zauważył, że blondyn ma lekko otworzone oczy, podszedł do niego i powiedział cicho, pochylając się nad nim:
-Trzymaj się Draco. Zrób to dla mnie...
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale pielęgniarki już zabrały jego łóżko i Harry znów został sam.
*********
-Proszę pani! Pani Johanno! Czy... czy wie pani coś o Draco? - zapytał Harry, kiedy tylko udało się mu ją znaleźć.
-Tak... Coś już wiemy, ale niewiele. A poza tym, ty nie jesteś rodziną i nie mogę udzielić ci informacji o nim, Harry - odpowiedziała.
-Błagam panią! Chcę tylko wiedzieć czy czuje się już lepiej... Proszę! - nie dawał za wygraną chłopak.
-No dobrze.. Zauważyłam że jesteście przyjaciółmi więc coś tam może i mogę powiedzieć. Leży teraz części szpitalnej i jest badany. To, że dzisiaj zemdlał było spowodowane skrajnym wyczerpaniem organizmu. Od wielu dni musiał dostarczać organizmowi bardzo mało składników odżywczych...
-Ale przecież on jadł! Nawet więcej niż ja. Jego talerz zawsze był pusty...
-Jak dobrze wiesz, z własnego doświadczenia, osoby z zaburzeniami odżywiania mają wiele sposobów na ukrywanie jedzenia... Niestety nawet tu nie dajemy rady pilnować każdego, bo mamy za mało personelu... Ale teraz idź już na kolację, bo ty też nie wyglądasz zbyt dobrze, a nie chcemy, żebyś dołączył do pana Malfoya. - Dokończyła patrząc na niego troskliwie. Harry miał trochę poczucie winy, bo on też chował jedzenie.
-Dobrze, już idę, ale może mi pani jeszcze powiedzieć kiedy mógłbym go odwiedzić?
-Niestety nie wiem... Musisz zapytać jakiegoś lekarza - powiedziała i odeszła.
Harry ruszył w stronę stołówki, a w jego głowie krążyły myśli o Draco - dlaczego to zrobił, dlaczego nie powiedział mu, że jest mu źle? czy nie byli sobie wystarczająco bliscy? jak on się teraz czuje? Draco Draco Draco Draco....
-Dlaczego tak mi zależy? - zapytał sam siebie podchodząc do drzwi stołówki. Otworzył je i wszedł do środka po czym ruszył po swoje jedzenie. Razem z talerzem powędrował do pustego stolika i usiadł. Kiedy popatrzył na jedzenie od razu stwierdził, że nie jest głodny. Nie chodziło o danie, ale atmosfera po zabraniu Draco, skutecznie wytrąciła go z równowagi. Rozdziobał jedzenie po całym talerzu i szybko odniósł talerz do kuchni. Na szczęście nikt z personelu nie zwrócił na niego uwagi. Harry postanowił znaleźć jakiegoś lekarza i zapytać go o Draco. Może pozwoli mu do niego pójść. Wyszedł na korytarz i koło recepcji zauważył doktora Jamesa.
-Panie doktorze! - zawołał i szybko podbiegł do niego. - Czy wie pan już coś w sprawie Draco ? On... Rano zabrali go z pokoju, bo był nierzytomny.
-Przykro mi, panie Potter, ale nie mogę udzielić ci żadnych informacji, bo nie jesteś z rodziny.
-Ale on nie ma rodziny ! A ja jestem jego przyjacielem i my chodzimy razem do szkoły... Proszę mi tylko powiedzieć kiedy mógłbym go odwiedzić...
-No dobrze, ale proszę nie iść do niego dzisiaj, najwcześniej jutro wieczorem będzie się można z nim zobaczyć. Leży w części szpitalnej w sali 312. Ale pamiętaj, żeby go nie męczyć, jest bardzo słaby.
-Tak... Oczywiście. Dziękuję – powiedział Harry i lekarz oddalił się.
Harry poszedł do pokoju telewizyjnego, tam przysiadła się do niego Olivia i próbował go pocieszyć widząc jak tępo wpatruje się w ścianę. Do chłopaka jednak nic nie docierało, więc po kilkunastu minutach odeszła rozmawiać z Maggie.
Chłopak siedział przed oknem i wpatruje się w ciemność za oknem.
Mijają sekundy, minuty, godziny, a on wciąż siedzi nieruchomo.
-Jeżeli zaraz go nie zobaczę, nie porozmawiam z nim, to zamienię się w taką ciemność – myśli.
-Idę do niego – postanawia nagle. Wymyka się z pokoju i ciemnymi korytarzami cicho idzie do części łączącej szpital i oddział. Mija pielęgniarkę na recepcji i szybko przechodzi na stronę szpitalną. Dochodzi na 3 piętro i liczy drzwi oddzielające go od spotkania z Nim.
Sala 312.. 296, 298, 300, 302 ... 308, 310, Jest ! 312 !
Jednak nagle ogarniają go wątpliwości. Co jeśli blondyn śpi? On nie chce go go budzić, bo przecież chłopak musi teraz odpoczywać... Ostatecznie otwiera cicho drzwi i wślizguje się do środka. Na łóżko, jedyne w tej sali, pada lekki blask księżyca. Draco leży w otoczeniu zielonej pościeli, a jego twarz wygląda przepięknie w księżycowym świetle. Policzki nie są tak blade jak były kiedy Harry ostatnio je widział, nabrały nawet lekko różowej barwy. Wokół łóżka stoi sporo urządzeń, niektóre pikają cicho inne migają. Pod kołdrą znika przezroczysta rurka zakończona igłą. Kroplówka. Czarnowłosy podchodzi bliżej podchodzi i siada na krześle stojącym przy łóżku. Na czole leżącego widnieje zbłąkany kosmyk blond włosów. Harry wyciągnął rękę i odsunął go.
Nagle Draco otworzył oczy i ze zdziwieniem spojrzał na kolegę. Gryfon speszył się odrobinę, ale nie odwrócił wzroku od stalowoszarych oczu Malfoya.
-Harry? Co ty tu robisz? Co się stało? - zapytał zaskoczony.
-Nie mogłem nie przyjść – szepnął, ale na tyle głośno, żeby blondyn go usłyszał. Lecz po chwili jego twarz spoważniała i lekko trzepnął go w ramię – Draco ty głupku! Dlaczego nie jadłeś?! Wiesz jak się martwiłem? Odkąd cie zabrali nie myślę o niczym innym tylko o tobie!
-Dlaczego... Dlaczego tak się o mnie martwiłeś? - zapytał blondyn i szeroko otworzył oczy oczekując odpowiedzi.
-Zależy mi na tobie, cholera! - sapnął Harry. - Pytasz dlaczego? Może dlatego, że drugiego takiego dupka nie znajdę?
Łzy wcale nie zaczęły płynąć z ich oczu chwilę przed tym jak ich usta połączyły się w pocałunku.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Chciałam tylko powiedzieć, że przepraszam, że dopiero teraz dodaję rozdział... Mój leń na przepisanie tego osiągnął monstrualne rozmiary xD
błagam piszcie jak zauważycie literówki ;))
Nie zauważyłam żadnych błędów rozdział spodobał mi się opowiadanie jest świetne może nie jest to jakiś konstruktywny komentarz ale nie umiem inaczej pisać komentarzy.
OdpowiedzUsuńBosze Kocham Drarry *-*
OdpowiedzUsuńPiszesz cudownie *^*
Pisz dalej no prosze wrecz błagam to jest boskie :*
OdpowiedzUsuńTwoj
Lisiu :*
"...podchodzi bliżej podchodzi..." nie chcę się czepiać, ale powiedziałaś, żeby napisać. Co do Twojego Drarry... Jest ŚWIETNE!!! Masz talent!
OdpowiedzUsuńDrarry jest świetne sama bym chciała pisać chistorie
OdpowiedzUsuń